środa, 12 lutego 2014

Ulubieńcy początku roku

Oh jejku, jejku a cóż to za zastój?
Nie będę się rozdrabniać i płakać, że nie było nas bo cośtam i wracamy mózgować, bo to bez sensu. Po prostu napiszę posta. Postawię na coś łatwego na rozgrzewkę i - jako, że już połowa lutego - przedstawię wam swoich ulubieńców pierwszych tygodni 2014 roku. 

1. Kosmetyki

Gdybym miała napisać o ulubieńcach kosmetycznych - nie mielibyście wiele do czytania. Ostatnio postawiłam na wykończenie do cna wszystkich kosmetyków jakie posiadam, by zrobić sobie miejsce na nowe. A żaden z nich nie zrobił na mnie wrażenia na tyle dużego, by zasłużyć na miano mojego ulubieńca. Przedstawię wam więc tylko lakiery do paznokci które ostatnio (o ile w ogóle chce mi się malować paznokcie) gościły na moich dłoniach najczęściej. 


Jak widać są to dwa lakiery z wibo - jeden to teoretycznie lakier-baza po jakieś futerko czy inny brokat, ale dla mnie ma po prostu idealny odcień granatu (jestem obecnie w fazie uwielbienia dla granatu, wybaczcie), dokładnie taki jakiego szukałam. Drugi to z kolei matowy top-coat z brokatem, który jakoś tak po prostu mnie urzekł. 

2. Zapach

W wakacje odwiedziłam Dublin i tam kupiłam sobie moje pierwsze woski Yankee Candle. Od tamtej pory co miesiąc zostawiam sobie pieniądze by kupić przynajmniej jeden lub dwa nowe zapachy. Jednakże ten jeden, konkretny wosk, który był też moim pierwszym zakupem, będę chyba kupowała zawsze. Jest do zapach Pink Dragon Fruit, który, mam wrażenie, zostanie moim ulubionym na wieki wieków. Niezwykle intensywny, owocowy, egzotyczny, słodko-kwaśny zapach. Ideał. W chwili obecnej została mi ostatnia ćwiartka tarty i następnym razem chyba zainwestuję w moją pierwszą świecę - właśnie o tym zapachu.


3. Napój 

Tutaj będę nudna i monotonna, ale jest to herbata. Herbata z firmy, za której herbatami niekoniecznie przepadam, ale do tego konkretnego smaku powracam każdej zimy. Lekko słodkawy, z pikantną nutą, idealny na zimowe wieczory. Latem nie jestem w stanie go pić, ale zima bez niego dla mnie nie istnieje. Przed państwem - moja ostatnia torebka herbaty Teekanne - Ginger&Lemon, której, gdy czytacie ten post, niestety nie ma już z nami. 

Zapierająca dech jakość aparatu w telefonie

4. Jedzonko

Tutaj poza konkurencja wiodły prym dwie rzeczy. Kwaśne żelki w kształcie robaków (jakiejkolwiek firmy) i cudo, które poznałam będąc w grudniu w Rosji i którego kilkadziesiąt sztuk przywlokłam ze sobą stamtąd busem (Czocher-przemytnik). Jest to twarożek/serek na ciastku, z nadzieniem (moje ulubione to zguszonka - czyli mleko skondensowane), oblany czekoladą. Niby nic, a jest to zdecydowanie najpyszniejsza rzecz na świecie!

Cudowne zdjęcie robione jeszcze w ruskim akademiku
(te akurat są z Lidla)
5. Gadżet

Pan Kalendarz.  I nic więcej dodawać nie trzeba. 


6. Książka

Jako, że sesja mocno mnie ograniczała w tym względzie, zrobię kryptoreklamę i przekieruję was na mój blogpodobny twór, gdzie piszę o "Ognistym Aniele" Waleriego Briusowa. 

7. Aplikacja/gra na telefon

Nie lubię androida. Jestem zapaloną fanką Windows Phone. Ale to, co chcę wam pokazać, jest dostępne na obu systemach, a także na iOS. Jest to gra, od której jestem totalnie uzależniona. W chwili obecnej utknęłam na poziomie 64 i nie mogę go przejść (głęboki smutek), ale nie poddaje się! 
Jest to gra w stylu "dopasuj trzy", oparta na produkcji Disneya - "Frozen Free Fall". Niesamowicie wciąga, serio (chciałam jeszcze nadmienić, że nienawidzę poziomów na czas i tych z usuwaniem frosta!)

Nieszczęsny poziom 64
8. Strona internetowa

Quizy na BuzzFeed. Rozwiązuję nałogowo. Moje dwa ulubione: jaką kanapką i jakim Putinem jesteś (smutna kanapka z szynką i patriotyczny Putin)
9. Film

A raczej kreskówka. "Masza i Niedzwiedź" czyli najpopularniejsza chyba obecnie kreskówka w Rosji. Ciepła, przyjemna, zabawna (co prawda po rosyjsku, ale to w niczym nie przeszkadza, jako że dialogi nie są zbyt porywające, a wszelkiego rodzaju żarty są raczej sytuacyjne). O całkiem miłym i spokojnym niedźwiedziu i nękającej go, nadpobudliwej, aczkolwiek bardzo sympatycznej i słodkiej dziewczynce, która zawsze psuje mu plany. Do ogarnięcia nawet dla tych, co nie znają języka i bez problemu dostępne na youtube. 



Ufff, post wyszedł dosyć długi. Chciałam napisać jeszcze o grze komputerowej i ubraniach, ale się wstrzymam. Trzymajcie się ciepło i - miejmy nadzieję - do szybkiego zobaczenia!

2 komentarze:

  1. Маша <3 Z rosyjskich kreskówek polecam również Смешарики, znajomość języka również zbędna :) no i kultowy już chyba serial Интерны. A dla lubujących się w języku rosyjskim polecam najsłynniejsze amerykańskie produkcje z rosyjskim dubbingiem :) Mnie na nowo zachwycił Гарри Поттер :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Смешарики oczywiście znam :D Ja jeszcze lubię rosyjskiego Винни Пуха bardzo :3 a za Интерны się jeszcze jakoś nie zabrałam, muszę to zrobić w najbliższym czasie :D Oglądałam jakieś filmy z Harrisonem Fordem z rosyjskim dubbingiem, to było... zabawne doświadczenie xD

      Usuń