poniedziałek, 17 czerwca 2013

Mózgowe sposoby na upał!

Ciepło.
Nie. Nie ciepło.
GORĄCO.
Może wiecie z poprzednich postów, jak bardzo nienawidzę takiej pogody. Nie...Inaczej. Dobrze, jak jest ciepło i słonecznie, ok. Ale...średnia akceptowalna pora na wyjście w moim przypadku zaczyna się po 18. A jeszcze cały dzień muszę zasuwać w szkole i w morderczych autobusach, słaniając się na nogach. Od razu zaznaczam, że moje nie-lubienie słońca to nie żadne widzimisięnarzekanie, tylko dość przykry mankament mojego życia. Na słońcu jest mi zwyczajnie słabo i choćbym nie wiem jak bardzo optymistycznie i z życiem wychodziła na pogodę powyżej 22 stopni, to i tak padnę po chwili.
Ale ale! Żyć trzeba, bo co! Wypracowałam sobie przez lata system słoneczno-obronny, dzięki któremu potrafię przetrwać dzień i teraz pragnę się z tym z wami podzielić. A nuż odkryjecie coś nowego...
1.WODA!
Brzmi oczywiście, prawda? Jednak dużo ludzi o niej zapomina. Wodę pić, oczywista, najlepiej 2 litry dziennie. W regularnych odstępach! Na początku trudno, ale po paru dni sięganie po wodę to odruch. Organizm lepiej zarządza naszą gospodarką wodną organizmu ( :D fajniuśkie stwierdzenie), lepiej więc nas schładza, a nas nie łapią suchoty. Nie wspominając o tym, że zapotrzebowanie na wodę podczas upału wzrasta.

2.Inne 'schładzaki'
Do wody do szkoły codziennie dodaję sobie listek siekanej mięty i plasterek cytryny. Orzeźwia to to, jak cholera! Jeżeli nie macie ogródkowej mięty, to skołujcie parę od kogoś, kto ma, i zasadźcie sobie na parapecie. Świetna sprawa. Uzależniłam się od niej, uwielbiam ją sobie także pogryzać.
Alternatywą jest napar z szałwii, który reguluje pocenie się, ochładza i orzeźwia. W tym wypadku napar najlepiej zrobić wieczorem i przelać sobie, rzecz jasna, rano.

3.Wachlarz.
Coś, co innym wydaje się głupie...Do czasu. Do czasu, gdy na zewnątrz upał i suchota, a wiatru znikąd. Wtedy wachlarz staje się rozchwytywany. Naprawdę polecam, szczególnie wtedy, gdy podróżujecie komunikacją miejską.Wachlarz taki sobie zwykły, drewniany, można dostać w pierwszym lepszym chińskim/kiosku/zabawkowym za parę złotych. A ratuje życie.

4.Kapelusz.
'W kapeluszu będzie ci jeszcze cieplej'-nieprawda. A może prawda. Mi nie było. Zapewnia głowie oraz włosom ochronę przeciwsłoneczną i zapobiega przegrzaniu się, a jak wiadomo, głowa najczulsza na takie paskudy jest! W sklepach roi się od kapelutków, nic tylko iść i kupić jakiś pasujący.

5.Włosy.
Z długimi i gęstymi włosami to dopiero problem, co? Rzeczą oczywistą jest spięcie ich wysoko. Najlepiej bez grzywki, chociaż ja, posiadaczka BARDZO wysokiego czoła, nie mogę sobie na to pozwolić...No...gdyby tak był teraz barok, to miałabym branie...Ale tak, to muszę się męczyć z grzywką, cóż.
Jeżeli wam pasuje, polecam zawiązanie chusty na głowie. A dokładniej- pod uszami i kokardka na czubku. Taki pin up. Wydawać by się mogło, że będzie za ciepło, ale w jakiś magiczny sposób chusta robi nam lepiej.

6.Ubiór...
Ja...Głupio mi, że to piszę. Ale naprawdę, jest MASA ludzi którzy przy 30 stopniach chodzą, a raczej- czołgają się- w swetrach, ciemnych, długich spodniach, chustach...LUDZIE, NIE. No posprawdzajcie sobie pogody. I wychodzę z założenia, że lepiej zmarznąć lekko rano podczas stania na przystanku, a potem mieć luz. Poza tym zabranie jakiejś narzutki czy sweterka nie kosztuje dużo.
Idiotyzmem jest też dla mnie przepisowa długość szortów i spódniczek w szkołach. No proszę was...Czasami jest po prostu ZA CIEPŁO. Na cokolwiek. Myślę, że liczba gwałtów nie wzrośnie przez nagły wysyp krótkich spodenek.

7.Rzeczy, które zawsze warto mieć ze sobą.
Wbrew pozorom da się to to wszystko brać codziennie do szkoły, bezproblemowo.
-dezodorant- bywa, że poczujemy się nieświeżo. Mocno. Wtedy szybko do łazienki, myjemy się trochu(o tym dalej), i używamy antyperspriantu. W sklepach są dostępne takie miniaturki podróżne, polecam mocno.
-'mokre' chusteczki- do takie właśnie szybkiego obmywania się(no przecież głupio tak przy wszystkich zacząć opłukiwać się w umywalce...). Tanie, w różnych wielkościach, a często ratują nam samopoczucie i wygląd. Dobre także do obmywania twarzy.
-mini-poprawiacz-makijażu- rozumiem, że jeżeli na co dzień nosicie więcej makijażu niż, dajmy na to, krem, to może być cięzko z takim zmywaniem się...Temu warto mieć cokolwiek. Ja używam jedynie kremu tonującego, więc łatwo mi go nosić i szybko się posmarować. Z drugiej strony noszenie więcej na twarzy w taką pogodę jest bardzo, ale to bardzo niemądrym pomysłem...
-mąka ziemniaczana/kukurydziana- hihi! Mam was. Mąka jest mym wybawieniem. Działa jako puder transparentny i przez pewien czas wchłania pot, który się podczas upałów wydala. A wtedy cierpi też moja grzywka, która lubi się robić tłusta. Wtedy-pac mąki na włosy-trzeputrzeputrzepu-wyczesujemy-grzywka świeża! Mąkę trzymam w malutkim, metalowym, okrągłym pojemniczku w kosmetyczce. Można też zakupić plastikowy pojemniczek w Rossmannie.
-woda brzozowa- jedyna na skórę głowy! Jeśli nie straszna wam alkoholowa wcierka, to polecam. Cudoooownie odświeża i wręcz...pobudza do życia po takim nałożeniu na głowę!
-mgiełka do ciała- taka sama funkcja jak wody brzozowej, ale na ciało. Odświeża i pobudza. Jeżeli akurat nie mam ulubionej w małej buteleczce, to sobie przelewam do starych ulubiony zapach. Niezastąpiona.

8.Okulary przeciwsłoneczne.
Zapomniałam o oczywistości, może dlatego, że w taką pogodę nie ściągam ich prawie wcale. Bez nich automatycznie dostaję ostrego bólu głowy.
Plus, fajnie wyglądają. Jestem w nich gwiazdą kina kroczącą przez Hollywood.
No i tyle, bo co więcej można o okularach? Są ważne, trzeba mieć, chronią oczy, kuniec.

Właściwie to chyba tyle. Wydaję się tego dużo, ale są to drobne czynności i drobiazgi ułatwiające życie. Nie jest to życie piękne, ale jednak! Jeżeli macie jeszcze jakieś patenty na upał, napiszcie mi w komentarzach. Chętnie poeksperymentuję.

5 komentarzy:

  1. Genialne sposoby:) Sama stosuje niektóre sztuczki i faktycznie pomaga;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpadłam jak śliwka w kompot! Świetnie się czyta Twojego (Waszego? bo tego jeszcze nie doczytałam dokładnie) bloga (poczucie humoru zdecydowanie na + ) i bardzo się cieszę, że tu trafiłam.
    Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy.Pozdrawiam serdecznie.Arleta

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny blog - obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. dobrze że wspomniałaś o podmyciu się przed użyciem dezodorantu. mam nieprzyjemne wspomnienia związane z koleżankami, które używały psikacza na spocone ciało po wfie... fuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;__;
      Ale proszę cię, u mnie dziewczyny były w stanie prostować włosy (skądinąd uroczą, mini prostownicą) i robić makijaż. Pełny.

      Usuń