wtorek, 11 grudnia 2012

Czocherowe zakupy okołomikołajkowe



Dawno mnie tu nie było, oj dawno.
No cóż, okres zimowy nie jest dla mnie najłaskawszy, jako, że jak przystało na dzielną studentkę spędzam sześć dni w tygodniu na uczelni i w szkole i wracam z nich najwcześniej o 18, nie mam możliwości zrobienia jakichkolwiek zdjęć do notki. Ale dzisiaj, z powodu mikołajek i z powodu tego, że pierwszy raz mam dostatecznie dużo energii, żeby po powrocie do domu zrobić cokolwiek poza rzuceniem się jak kamień na łóżko, postanowiłam ostatnie swoje ulubione zakupy 'obzdjęciować' i wrzucić tutaj. Było tego oczywiście więcej (jestem beznadziejna w oszczędzaniu), ale nie wszystko chce mi się fotografować, poza tym z "większych" rzeczy byłoby to tylko kilka książek i torba podróżna, reszta to nieistotne dupsy. Uznajmy, że to moje mikołajkowe prezenty ode mnie dla mnie (*forever alone*) i toże od moich rodziców dla mnie. ZACZNIJMY!



Nie mam na tyle silnej woli by oprzeć się jakimkolwiek promocjom, zwłaszcza tej -40% na kolorówkę, która jakiś czas temu była w Rossmannie. Postanowiłam nie szaleć i kupiłam tylko podkład i korektor, na które od dawna czatowałam, a które są mi ostatnio niezbędne, jako, że moja cera nie popiera mojego stylu życia. O ile z podkładu jestem strasznie, strasznie zadowolona, o tyle korektor srogo mnie rozczarował. Ale o tym może innym razem.

Kupiłam też krem do rąk, zazwyczaj olewam istnienie na mojej zakupowej liście takich pierdów, ale ten jest moim tegorocznym ulubieńcem. Jest to krem do rąk z Czterech Pór Roku, zimowy, który wręcz przecudnie pachnie żurawiną i którym namiętnie się ciapciam.

No i po długich, długich rozyślaniach zdecydowałam się na paletkę cieni z ostatniej limitowanki Catrice. O ile ciemniejsze kolory zastosowałam jedynie może ze dwa razy przy okazji wieczornego wyjścia (kiedy a) chciało mi się wyjść i b) chciało mi się malować, co łącznie występuje niezwykle rzadko), o tyle najjaśniejszy stał się stałym bywalcem mojego codziennego makijażu.



Porzucając kosmetyki  przechodząc w bardziej czocherowe klimaty, nakusiłam moją mamę, żeby kupiła mi zestaw herbat. Z Teekanne. W środku znajduję się sześć takich oto owocowych herbatek. Spróbowałam dwie. Średnio z nich jestem zadowolona. Ale o tym innym razem, w poście typowo herbacianym, jak już wypróbuję wszystkie. 

No i na koniec mój ulubiony z prezentów od mojej mamy. Byłyśmy w sklepie i szukałyśmy prezentów dla najmłodszej części rodziny, gdy moja mama ze sterty pudełek puzzli wyciągnęła jedno ze słowami "nie masz tego czasem na koszulce?". Owszem mam. I gdy tylko zobaczyłam co trzyma w rękach zdecydowałam że i na  puzzlach muszę to mieć. 


Na koniec otrzymałam również prezent świąteczny. A było to tak:
Na uczelni poszłam do łazienki i nagle z kieszeni wypadły mi pieniądze. Postanowiłam je podnieść i jednocześnie zawiązać buta... szkoda, że nie zauważyłam śmietnika. Uderzyłam z całego rozpędu okiem w kant śmietnika  dorabiając się ślicznego siniaka i tłukąc okulary. Może nie tyle się stłukły co raczej szkło mi wypadło. W piątek pojechałam do optyka, a jako, że poza wypadniętym szkłem okulary były i tak w totalnej rozsypce a ja miałam receptę na silniejsze szkła rodzice zdecydowali mi kupić nowe oprawki w ramach prezentu świątecznego. Po długich rozważaniach mój tata, który zdecydowanie chciał już iść coś zjeść rzucił po prostu "kup te różowe i chodźmy". Mimo protestów mojej mamy ("różowe? jesteś nienormalna?") kupiłam je, bo też byłam głodna i chciałam iść. Mam dziwną głowę (i  jeszcze dziwniejszą twarz) i mało które okulary mi pasują. Te przynajmniej pasują mi do ipoda. 


i to tyle na dziś. Dobranoc!



10 komentarzy:

  1. Też zmuszona byłam zakupić okulary, jednak w moim przypadku im skromniejsze i mniej widoczne oprawki tym lepiej ;)
    Że też jeszcze nie piłam tej herbaty Sweet Cherry...

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się jak piszesz, dodaję do obserwowanych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czailam sie na ten zimowy krem do rak, ale w koncu nie kupilam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. miałam te herbaty - Magic Moments dokładniej. paskudne. :D polecam biedronkowe herbatki Green Hills piramidki - jeżynowa wymiata. albo skocz do Hebe, tam mają wybór sypanych herbatek (tzn liściastych, to to samo? chyba nie, whatever). ja mam białą herbatę z różą i jest BOSKA. biała torebeczka i jasnobeżowa naklejka. bodajże 6zł za 200g? albo ileśtam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. okazało się, że w większości te herbaty są paskudne - sam hibiskus i czasami jakiś mdły aromat, a fe! Zawiodłam się, bo mam z tej firmy naprawdę pyszną zieloną z brzoskwinią i cytrynowo-imbirową. Kocham herbaty z Hebe <3

      Usuń