piątek, 30 listopada 2012

Małe ubraniowe zakupy :)

Z początku wzbraniałam się przed wrzucaniem tu ubrań. W końcu to nie blog szafiarski (nie oszukujmy się, ubrania nigdy specjalnie mnie nie zachwycały). Ostatnio jednak troszkę na nie wydałam, a to już bardzo nawiązuje do tytułu i tematyki bloga :D

Na początek dwie rzeczy, które przywiozłam z outletu, szumnie zwanego Fashion House.
 Zielone spodnie (Vero Moda, 39zł). Wolałam uniknąć ujęcia typu "jestem emo i robię artystyczne, niezrozumiałe zdjęcia z góry"

Za duża koszulka (<3 19,90) z Silesia Jeans (profeszynal nazwa) 


W ostatnich dniach dorwałam jeszcze sukienkę na wyprzedaży (Quiosque, ok. 40zł)
 zdjęcie A: dla koloru (pomińcie wygląd worka)
zdjęcie B: bo chciałam wam pokazać jej kształt (i kafelki w łazience, bo mieszkam pod ziemią i tylko w tym pomieszczeniu jest światło)
Muszę skombinować do niej jakiś szerszy pasek...

Zauważyłam, że najbardziej derpuję na pozowanych zdjęciach. Też tak macie?

Natrętnie przypominam też o konkursie - link w pasku po prawej :D

środa, 28 listopada 2012

Konkurs - aktualizacja

W związku z małą ilością zgłoszeń zdecydowałam się przesunąć rozstrzygnięcie konkursu. Przepraszam uczestniczki za zmianę planów, ale paczka na pewno do kogoś trafi!
No właśnie. Paczka. Poczta wkracza właśnie w najbardziej pracowity okres. W związku z tym proponuję ogłoszenie werdyktu pod koniec grudnia, dokładniej 30.12. Jeśli wyślę nagrodę kilka dni później, powinna dotrzeć bez zbędnych opóźnień ;)

A zatem zapraszam do zgłaszania się, szczegóły w notce konkursowej.
Nagrody są atrakcyjne (i w dużej mierze już niedostępne w sklepach *mruga*), a na wymyślenie zgłoszenia macie caaały miesiąc :D Nie wspomnę już o tym, że przy małej ilości prac masz większą szansę na wygraną ;)

Dziękuję za uwagę,





która właśnie płacze nad książkami ;(

sobota, 24 listopada 2012

Informacyjnie: playlista


Jak pewnie widzicie, obiecana playlista powędrowała na zaszczytne miejsce u góry. Mnie nie pytajcie jak dodać do niej piosenki, podejrzewam jednak, że "publiczna" oznacza po prostu to, że wszyscy możecie jej posłuchać. Propozycje piosenek prosimy składać u Dobi, która nią zarządza :)
Dużym plusem osadzania list z youtube'a jest możliwość samodzielnego włączenia muzyki. Nie cierpię sytuacji, kiedy wchodzę na jakąś stronę lub bloga i niemal dostaję zawału, gdy z głośników rozlega się nagłe jebududup. Nasza lista jest co prawda sympatyczna i świąteczna, jednak macie prawo wyboru :)

czwartek, 22 listopada 2012

Milka&Tuc + zakupy

Dzisiaj, z okazji czterdziestoprocentowej obniżki w Rossmannie i dwudziestoprocentowej w Douglasie (z tej drugiej nie skorzystałam) wybrałam się na zakupy :)
Moje łupy: szminka Rimmel lasting finish by Kate, podkład Maybelline Affinitone 24h, Milka z krakersami Tuc i nowy tomik Ourana. Dodatkowo załączam kupiony niedawno puder z Claire's, który nadal czeka na test.

Jako pierwsza z tej gromadki wystąpi Milka, której istnienie kompletnie mnie zaskoczyło.
 No bo jak to? Niewiarygodnie słodka Milka i słone krakersy? Pamiętam Milkę z chilli, którą jadłam kilka lat temu. Od tego czasu myślałam, że każde nietypowe połączenie w wykonaniu Milki będzie pozytywnym zaskoczeniem...
 Skład dla frankofonów i zgermanizowanych
 Tył
Przód.

Pierwszy zarzut: beznadziejnie się łamie. Nierówno, raz przy krakersie, raz z zostawionym paskiem. Wiem, pierdoła, ale moje jedzenie, chociaż nie musi zachęcać wyglądem, musi być równiutkie, schludnie podane, itd (OCD mode on). Sterczące nitki makaronu muszę zawinąć do wewnątrz, plamkę sosu lubię sobie zetrzeć, a kostki czekolady mają być równo połamane. Nie, nie chcę o tym porozmawiać. O, jeszcze pulpeciki lubię równej wielkości :D
Uwielbiam Milkę. Nie wiem, czy to przez dodatek mielonych orzechów, słodycz, czy cokolwiek, co sprawia, że jest cudowną przyjemnością. Lubię też krakersy, również Tuc. A jeśli obserwujecie bloga od dłuższego czasu, pewnie wiecie też, że uwielbiam niecodzienne połączenia smakowe.
Ta czekolada nie zdała egzaminu. Moi rodzice uznali ją za obrzydliwą. Ja byłam w stanie zjeść ją do końca, ale pamiętajcie, że mam niezwykłą tolerancję jedzeniową (pomijając mleko i mleczne lody, ale skręt kiszek nie wybiera). Dałam radę, ale nie zasmakowała. Owszem, smak Milki dominował, jednak gdzieś pomiędzy przebijała się sól. Gdyby krakersy nie były solone, może byłoby lepiej (chociaż wtedy może byłaby mdła?). Odnoszę wrażenie, że to czekolada, którą można pokochać lub znienawidzić :P Myślę jednak, że wróciłabym do niej w chwili desperacji lub nagłych dziwnych zachcianek jedzeniowych (jestem w dwudziestoletniej ciąży, urodzę Yeti).
Nie znam niemieckiego, ale wydaje mi się, że z tyłu opakowania widnieje informacja o istnieniu wersji z ciasteczkami Lu. Chętnie spróbuję, jeśli zobaczę.
dostępność: zagranica, stoiska ze sprowadzanymi słodyczami
cena: ja swoją kupiłam tradycyjnie za 4zł

Próbowałyście? Skusiłybyście się na takie połączenie?


Natrętnie przypominam o naszym konkursie. Zdjęcie w pasku po prawej :)

środa, 21 listopada 2012

Dr. Oetker - Kiśle Bajkowa Chwila

Przeszłam się ostatnio do Intermarche. Oczywiście kupiłam coś dobrego.

Jagoda:
 Jaki piękny kolor *_*

Guma do żucia:
wow, Marchew, od kiedy robisz ostre zdjęcia?

Cola:

Całkiem smaczne. Są raczej delikatne w smaku (chociaż staje się on nieco bardziej intensywny, gdy kisiel przestygnie) i ledwo pachną, jednak da się rozpoznać poszczególne smaki. Wiadomo jednak, że największym bajerem jest tu farbowanie języka :D Fiolet i niebieski w kubku są prześliczne.
Najbardziej smakowała mi guma do żucia, drugie miejsce przyznaję coli, a zaszczytne trzecie jagodzie, która co prawda była w porządku, jednak nie zdziwiła mnie :)
W sklepie dostępne były również smaki takie jak żelki i truskawka.
cena: 1,29zł
dostępność: m.in intermarche (chociaż wcześniej ich nie widziałam)




WŁAŚNIE ZOBACZYŁAM REKLAMĘ KEVINA NA POLSACIE <3 Christmas is coming.
A propos świąt, przypominam o naszym świątecznym konkursie. Póki co, wpłynęło mało zgłoszeń, a szkoda, bo można wygrać fajne nagrody przy minimalnym wysiłku ;) Zapraszamy!




sobota, 17 listopada 2012

Feel the bubbles! - mus Nestle Aero

Odkąd się wyprowadziłam moja mama uznała chyba za punkt honoru udowodnić mi, iż mylę się ze stwierdzeniem "w tym domu nie ma nic do jedzenia", dlatego też zawsze przewidująco zapełnia lodówkę, gdy dowiaduję się, że mam się pojawic w domu. Nie powiem żebym narzekała. 
Dziś po przyjeździe do domu pierwsze kroki skierowałam do lodówki i ogarnęła mnie euforia. Oto co znalazłam:

Co mnie bardzo zaskoczyło - mus pochodzi z Biedronki i kosztuję 3.99 za cztery opakowania (58g jeden). 

Generalnie mimo całej miłości jaką darzę czekoladę Aero (był czas, że pochłaniałam ją codziennie, obecnie mam tak z batonikami Dove love love) to jednak nie przepadam za deserami w formie musu, bo wydają mi się pozbawione smaku. Ten jednak całkowicie i niezaprzeczalnie podbił moje czocherowe serducho. 


Mus ma bardzo fajną, lekką konsystencję, która odrobinę zmienia się po wyjęciu z lodówki i odstaniu swojego - pod wpływem ciepła. Smak jest bardzo wyrazisty, czekolada całkiem nieźle współgra z karmelem dając razem smak, który mnie osobiście trochę zalatuje... kokosem. A raczej takim musem kokosowym bodajże ze Smakiji. 
W najbliższym czasie lecę do biedronki kupić drugi smak i dokupić tego, coby mi nie zabrakło. Polecam. Bardzo. 


czwartek, 15 listopada 2012

Konkurs! Wygraj m.in kosmetyki z limitowanek essence!

Uwaga uwaga! Ogłaszamy konkurs! Wygraj świąteczno-mózgową paczkę, w której skład wchodzą (zdjęcia robione w ciemnej norze):

 Rozświetlacz z ostatniej limitki Breaking Dawn essence
 Bronzer z limitki A New League essence (obok mój)
 Róż ze wspomnianej wyżej BD
 Pyszne śląskie szkloki rabarbarowe
 Szampon Isana z olejkiem z Babassu
Douglasowe mleczko do ciała (liliowe)

Co trzeba zrobić, żeby zgarnąć te dobroci?
1. Zostań publicznym obserwatorem bloga 
2. Napisz krótki poradnik (kilka punktów! absolutnie nie zachęcamy do pisania kilkustronicowych elaboratów :D) na temat tego, w jaki sposób zaoszczędzić pieniądze. Zbliżają się święta, więc to świetna okazja, by potrenować oszczędzanie. Mile widziana kreatywność i duża dawka humoru!
Swoją pracę prześlij na adres zgubilammozg@gmail.com, w temacie wpisując "Konkurs". Oprócz tego podaj nick, pod którym obserwujesz bloga :)
Macie czas do 30.12.2012 (zmiana daty!), do godziny 19:00. Wtedy też zasiądziemy do wirtualnych obrad i wybierzemy zwycięzcę.

Regulamin:
1. Nie wysyłamy za granicę.
2. Nagrody ufundowała załoga bloga (tzn. Marchew z małym udziałem Dobi). Są one nieużywane.
3. Konkurs nie podlega ustawom o grach liczbowych i innych dupsach.
4. Zwycięzcę wybierze niezależna i nieprzekupna komisja, tożsama z ekipą bloga.
5. Na wygraną nie ma wpływu ilość i częstotliwość komentowania bloga, ani tożsamość uczestnika.
6. Zwycięska praca oraz nick autorki zostaną opublikowane na blogu w dniu ogłoszenia wyników, ponadto skontaktujemy się z tą osobą drogą mailową.
7. Zastrzegamy sobie prawo do odwołania lub przedłużenia konkursu w przypadku niskiej frekwencji.

Myślę, że jest o co walczyć :D

środa, 14 listopada 2012

Banoffee Pie

Hej! Dzisiaj chcę wam pokazać prosty przepis na dobre i megasłodkie ciasto bez pieczenia.
 Potrzebne będą:
Opakowanie herbatników (zdaje się 250g)
100g masła (radzę jednak dodać nieco więcej)
2-3 banany
puszka masy krówkowej
cytryna
bita śmietana
Herbatniki najlepiej wrzucić do malaksera i zmielić na pył, jednak nożyki w moim postanowiły się zgubić i do  znęcania się nad ciastkami zaangażowałam bratową. Da się to zrobić tłuczkiem/wałkiem/butelką, jednak najlepiej zainwestować w maszynę. Ciastka muszą być utrzaskane na proszek, co średnio nam wyszło...
Następnie trzeba stopić masło w rondelku. Jeśli jesteś absolutnym amatorem i przypalasz nawet wodę na herbatę, podpowiem, że należy to zrobić na małym ogniu.
Stopione masło przelej do ciastkowego proszku i wymieszaj. Tutaj łatwo zauważysz, dlaczego herbatniki muszą być idealnie zmielone :P Masę przełóż teraz do okrągłej formy (najlepiej z wyjmowanym dnem), rozprowadź równo i dociśnij dłonią. Wstaw do lodówki na co najmniej pół godziny, ale ja myślę, że spokojnie można je zostawić na godzinę.
Na schłodzone ciasto wyłóż masę krówkową (radzę najpierw wymieszać ją w miseczce), a na tym poukładaj skropione wcześniej cytryną plasterki bananów. Mnie nie chciało się tego robić starannie. Wstaw całość do lodówki, żeby wszystko się schłodziło. Najlepsze jest na drugi dzień :D
Podawaj z bitą śmietaną. Koniecznie! Śmietana świetnie łagodzi nadmierną słodycz masy krówkowej.

Jak już wspomniałam, radzę dodać nieco więcej masła i pokruszyć herbatniki naprawdę drobno. Moje ciasto trudno było nałożyć na talerzyki, bo było mało zwarte, w dodatku utrudniały to kruszące się grudki (na drugi dzień ciasto jest bardziej zwarte).
Niemniej jednak, ciasto uważam za udane. Jestem zasłodzona. Amen.

Wszystkie produkty można znaleźć w Biedronce.

niedziela, 11 listopada 2012

Liebster blog

Zostałyśmy wyróżnione przez Pannę D. Cieszymy się, że ktoś nas czyta i docenia :)

Zasady:
"Wyróżnienie Liebster Blog otrzymujemy od innego blogera,
 jako uznanie za "dobrze wykonaną robotę".
Daje możliwość rozpowszechnienia blogów o mniejszej liczbie obserwatorów,
gdyż takie właśnie blogi są wyróżnione.
Osoba prowadząca wyróżnionego bloga,
odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która bloga wyróżniła.
Następnie sama wyróżnia 11 blogów (informując je o wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań.
Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie."

Nasze odpowiedzi:
1. Znalazłaś 50 000 tysięcy złotych, co z nimi robisz?
Marchew: sru na lokatę *nudny dorosły mode on*. Ale może kupiłabym kilka drobiazgów.
CS: PLURIAN (tak go nazwałam, Plurian to samochód - citroen c3 pluriel) , założyłabym sobie może aparat na zęby, a reszta - ubrania,książki,buty, żarcie
Czocher: Na frytki z MacDonalda. Dużo frytek. I pojechałabym do Rosji. I koleją transsyberyjską. I do Arizony. I do Teksasu. I do Australii. I do Kanady. I do Irlandii. I na Grenlandię. I kupiłabym sobie książki. Dużo książek.

2. Twoją największą  wadą według Ciebie jest?
Marchew: lenistwo, brak motywacji
CS: lenistwo,brak motywacji,brzydota i brak cycków. I brak mózgu
I niska samoocena.
Czocher: lenistwo, brak motywacji i za duża ilość pochłanianych frytek. 

3. Czy czytasz horoskopy?
Marchew: lol nope.
CS: czasem
Czocher: niet

4. Jakiej potrawy/produktu nigdy nie zjesz?
Marchew: nie jestem wybredna, ale nie podjęłabym się zjedzenia salcesonu, kaszanki, czegoś bardzo krwistego, czy innych podobnych rzeczy. Żeby było zabawniej, teoretycznie nie wolno mi pić mleka i jeść lodów, powinnam także ograniczyć produkty mleczne. Zazwyczaj się udaje.
CS: a dają za darmo? 
Czocher: pomidorowej z makaronem, żurku, barszczu i placków ziemniaczanych. (jesteś dziwna, albo nigdy w życiu nie byłaś naprawdę głodna xD - marchew)

5. Czy zdarza się, że kłamiesz?
Marchew: czasem wskazuję na tak zaawansowany poziom ironii, że sprawiam wrażenie przygłupa. Nie wiem, czy to kłamstwo, ale żal mi siebie.
CS: nie cierpię tego, ale czasem muszę:> 
Czocher: tak, zwłaszcza gdy mnie ktoś gdzieś zaprasza *aspołeczność mode*

6. Potrafisz wychylić się z tłumu i otwarcie powiedzieć, że masz inne zdanie?
Marchew: nie zawsze mi się chce, często mi to zwisa. Czasem mam ochotę kogoś poprawić, czy wyrazić politowanie, ale wtedy przypominam sobie, że życie jest za krótkie na dramy : *
CS: tak
Czocher: tak, ale zazwyczaj mi się nie chce, bo wolę mieć wszystko w dupie i szczęśliwie żyć sobie w swoim druidzio-borsukowo-pandowo-czocherskim świecie. 

7. Twoje pierwsze skojarzenie ze słowem studia?
Marchew: "k*wa mać...", wybaczcie :P
CS: książki XD
Czocher: "jeszcze jedna deklinacja i umrę"

8. Jakie dostrzegasz plusy prowadzenia bloga?
Marchew: wyrobiła mi się systematyczność (pomijając ten okres, w którym wrzuciłyśmy chyba 2 notki w miesiącu, cicho) + dostałam kawę i ciastko za darmochę. No i ludzie nas chwalą, to miłe. I paradoksalnie wydaję mniej pieniędzy, bo kupuję w zasadzie tylko to, czym mogłabym się ewentualnie z wami podzielić.
CS: żadnych konkretnych
Czocher: mogę pisać zamiast robić cokolwiek konkretnego i konstruktywnego.

9. Jakie dostrzegasz minusy prowadzenia bloga?
Marchew: odpowiadanie na pytania i konstruowanie notek zamiast produkowania referatu na poniedziałek.
CS: --
Czocher: piszę zamiast robić coś konkretnego i konstruktywnego

10. Twój dzień zaczynasz od?
Marchew: wciągnięcia ubrań na dupsko, wybiegnięcia z domu (często bez śniadania) i przypadkowego kopnięcia w zad kota, który w akcie rozpaczy lubi rzucać się pod nadbiegające nogi.
CS: "ja pier*ole"
Czocher: ośmiu bidzików w odstępie 10 minut od siebie. Potem robie siku.

11. Gdybyś miała okazję się z kimś spotkać, to kim byłaby ta osoba?
Marchew: byłby to pewien mężczyzna w szaliku/garniturze/muszce, prowadzący niezłą, niebieską brykę. Ucieklibyśmy na koniec światów.
CS: dobry chirurg plastyczny?/Christian Bale/Gaspard Ulliel/inny piękny mężczyzna. Kocham pięknych mężczyzn :D
Czocher: Christian Bale. A nie, wait, jego już mam (:>). To Putin.
sami faceci, jakie z nas blachary...


Wyróżniamy następujących ludzi/blogi:
Belka
Adelheidis
Chinchilla love
Wiemy, że niektóre z tych blogów mają większą liczbę obserwujących, jednak trudno było nam wybrać, a poza tym chciałybyśmy uzyskać odpowiedzi od tych właśnie dziewczyn :)

Nasze pytania:
1. Zapach! Jaki pierwszy przyszedł ci na myśl?
2. Co chciałabyś na stałe zmienić w swoim wyglądzie (poprawić)?
3. Jaką cechę psychiczną najbardziej w sobie lubisz?
4. Jaką nieznaną otoczeniu cechę, talent, czy hobby mogłabyś wykazać?
5. Co skłoniło cię do założenia bloga?
6. Kto jest twoją ulubioną postacią fikcyjną i co sprawia, że jest to ktoś niezwykły?
7. Jaki był twój najgłupszy wybryk z dzieciństwa?
8. Ulubiona herbata?
9. Jakiej piosenki możesz słuchać w kółko i na okrągło?
10. Jaki kraj chciałabyś zwiedzić w całości gdybyś miała taką możliwość?
11. Na co wydajesz największe ilości pieniędzy?





piątek, 9 listopada 2012

Zakupy ubraniowo-prezentowe + mały bonus :D

Jako galerianka z wykształcenia i zamiłowania często bywam w potencjalnym miejscu pracy. Jestem więc na bieżąco z ofertą wszelkich empików i innych takich. Nabijam też punkty na przeróżnych kartach, więc już teraz zabrałam się za prezentowe zakupy. Dwoje moich bliskich ma urodziny w listopadzie, w dodatku coraz bliżej święta :D

Na początek książki. Znam gust mojej rodziny i szukałam czegoś, co ucieszy nie tylko daną osobę, ale też mnie, jako potencjalnego pożyczającego.
 Empikowe kubki i ogrzewacze do rąk. Empik wprowadził właśnie całą serię zimowo-świątecznych bajerów. Oprócz kubków i imbryczków znajdziemy właśnie ogrzewacze do rąk (również w kubraczkach), a nawet ozdoby do ciasta - lukier w tubkach, kolorowy cukier, gwiazdki, srastki i inne. Cała wystawka towaru wygląda pięknie. Żałuję, że w ostatnim losowaniu totka miałam tylko jedno trafienie...
Co do ogrzewaczy, wystarczy zgiąć metalową płytkę w środku, a płyn, którym są wypełnione, momentalnie zmienia stan skupienia i nagrzewa się. W zeszłym roku kupiłam sobie zestaw dwóch małych i był to strzał w dziesiątkę. W mroźne dni uwielbiałam ładować je do rękawiczek :D

Nowe nabytki ubraniowe z C&A (Trafiłam na promocję -25% na wszystko. Jakieś święto zakupów jest?):
Koszulka. Męska, za duża (mniejsze rozmiary wykupione) i z urwaną metką, ale spodobała mi się na tyle, że musiałam ją mieć. W dodatku na wyprzedaży - bodajże 18zł.
 Stoję sztywno i krzywo, jakbym połknęła gigantyczny bumerang. Nie przywykłam do fotografowania się w ubraniach. 
Oh wait... to nie zabrzmiało zbyt dobrze.

Sweterek, również w C&A. Jakieś 26zł. Lubię luźne, obszerne, wygodne ciuchy.

Moja wycieczka (i konieczność stania w zatłoczonym, śmierdzącym autobusie; serio, musiałam na nowo opanować skilla utrzymywania równowagi i opanowania odruchu wymiotnego) umotywowana była głównie chęcią spotkania z Dobi (i odebrania obiecanej kawy w Cafe Piątka)

Niestety Dobi miała mało czasu, więc nie zabawiłyśmy tam długo. Po podejrzanie długim czytaniu menu zamówiłyśmy zupę. Incognito oczywiście. Nie należymy do ludzi, którzy od razu rzucają się do kasy ze słowami "JESTEM BLOGERKĄ JEDZENIOWĄ"...
W dzisiejszym menu zupą był krem z groszku, który był tak pyszny, że pochłonęłam go jak dzika świnia, przy okazji brudząc sobie twarz. Wtedy nadszedł moment ujawnienia. Podeszłyśmy do kasy (tzn. ja podeszłam, a wstydliwa Dobi niemal schowała się za mną) i przyznałyśmy się do nasmarowania recenzji Piątki. Pani bardzo się ucieszyła, zaznaczając, że ona sama nas znalazła, po czym poczęstowała nas pyszną kawą latte z syropem orzechowym i babką z polewą czekoladową. Było pysznie. Jestem kawofobem, a kawa mi smakowała. To coś znaczy. Pochwalono nas za fajny pomysł, my podziękowałyśmy i ogólnie było bardzo miło. Na koniec kupiłyśmy sobie kanapeczkę z omletem i warzywkami.
Zdjęć nie ma, bo przypomniałyśmy sobie o udokumentowaniu zdarzenia, gdy zostały już same okruszki :)


środa, 7 listopada 2012

Gazetki 8.11; 10.11; 12.11;

Na początek Lidl, gazetka ważna od 12.11. 
Tydzień amerykański, w którym sklep oferuje tak dużo przekąsek i innych dobroci, że nie jestem w stanie wrzucić tu wszystkiego. Druga część gazetki to produkty na Boże Narodzenie. Na ukazanym fragmencie widać banoffee pie, który spróbuję kiedyś zrobić sama :D Tutaj podobnie, cała masa fajnego towaru.

Tesco, oferta od 8.11
Z bardziej interesujących rzeczy - kosmetyki (szampony i inne pierdółki) niemal 2 w cenie 1 - drugi za 99gr :)  Z produktów za grosze owocki, z 2 w cenie 1 lody Manhattan. Ciekawostką są rogale świętomarcińskie, dostępne od 8.11 do 10.11. Polecam ciasteczka korzenne za 4,99zł. Pycha.

Na koniec ciekawostka z Aldi:
PAPCIE DO PODGRZEWANIA!


Z innych ogłoszeń, spieszę nadmienić, iż około południa zastałam w nowej Naturze w Katowicach nietknięty stand ze zmierzchową limitowanką :) To znaczy był nietknięty, zanim porwałam coś ładnego, o co możecie niedługo powalczyć :D


wtorek, 6 listopada 2012

Aktualnie w Biedronce, ciąg dalszy.

Dzisiaj, po przygodach z pkp, na pocieszenie wybrałam się do pobliskiej Biedronki, aby poprawić sobie humor jakimś ciasteczkiem lub herbatą. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, zastałam jeszcze dwa zestawy do fondue czekoladowego :D Szkoda, że nie załapałam się na czerwony, ale taką cenę płaci się za gapowatość i zwlekanie z zakupem.
 Miseczkę można zdemontować i wygodnie umyć, a do dolnej części włożyć podgrzewacz
Zestaw jeszcze w stanie dziewiczym, ale niedługo to się zmieni :D
Rodzice wydali na tę przyjemność ok. 20zł.

Uwaga, bubel! Kupiłam również prażynki krewetkowe, pozostałości po tygodniu azjatyckim. Były okropne. Zjadłam je tylko dlatego, że byłam wściekle głodna. Gdyby gonili mnie Niemcy z psami i jedyną drogą ucieczki byłby wybór między wspomnianymi prażynkami a opiekanym szczurem, bez wahania sięgnęłabym po przysmak Shreka. No, ale to kwestia gustu. Opakowanie spoczywa w koszu, zdjęcia brak.

Z innych ciekawych rzeczy:
Męskie bluzy z kapturem, granatowe lub wściekle niebieskie, rozmiary bodajże od M w górę - 19,90zł (nie daję głowy za gatunek, jednak wyglądały całkiem w porządku i kupiłabym, gdyby nie to, że tonę w Mkach)
Książki! McDusia (nowy tom Jeżycjady), czy jedna z książek Tess Gerritsen w cenie 28zł

Spodziewajcie się również aktualizacji gazetkowych.


niedziela, 4 listopada 2012

Coraz bliżej święta...Tic Tac Winter Edition

Hej hej hej!
CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA!
 Dzisiaj będąc przelotem w sklepie wysępiłam od taty nowe, limitowane Tic Taki.
W końcu. Nigdzie ich nie mogłam dostać.
Niestety, zawiodłam się...
Opakowanie przyjemne. Chociaż bardziej podobało mi się te z zeszłorocznej zimy.
Myślałam też, że smak będzie bardziej... świąteczny. W zeszłym roku była to mięta(białe) i miód z cytryną(żółte).
W tym roku jest to pasta do zębów i mocniejsza pasta do zębów.
Te białe są mniej wyraziste w smaku, zielone natomiast są mocniejsze i bardziej słodkie. Zielone bardziej mi zasmakowały. I pierwszy raz widzę, żeby tic taki były matowe! Widać to dobrze na powyższym zdjęciu.
Podsumowując: chyba już nie kupię. Wolę owocowe tic taki. Ale jeżeli preferujecie te odświeżające, to polecam.


WESOŁYCH ŚWIĄĄĄĄT!