poniedziałek, 15 października 2012

Rossmann Wellness&Beauty - masło do ciała mandarynka i jogurt

Jeżeli ktoś spytałby mnie po co biorę co wieczór kąpiel lub prysznic, moje odpowiedzi brzmiałyby:
1. Biorę kąpiel bo lubię czytać książki w wannie, zwłaszcza gdy jest w nich dużo krwi/mutantów/zombie. No i po kąpieli mogę się wybalsamować.
2. Prysznic biorę, bo lubię rozmawiać sama ze sobą pod strumieniem wody. I mogę się potem wybalsamować.
Kocham ciapać się wszelkiego rodzaju balsami po wieczornej kąpieli. Po każdej kapieli. W ogóle uwielbiam się ciapać balsamami. Stanowi to, obok pochłaniania jedzenia, jeden z nielicznych powodów dla których chce mi się rano podnosić mój wspaniały tyłek z łóżka.

Do  niedawna wmasowywałam w siebie namiętnie jakieś mleczko z avonu, które uratowałam z łap mojej babci (tylko moja babcia może wpaść na pomysł użycia balsamu w roli żelu pod prysznic) i przytargałam ze sobą na moją studencką kwaterę. Ale jakiś czas temu doszłam do wniosku, że idzie jesień, więc zima za pasem (w moim czocherowym świecie nie ma rozróżnienia na zimę i jesień - zaliczam je obie do jednej pory roku, określanej nazwą "jest mi bardzo zimno, idę spać"), więc pora na jakieś masło do ciała. Na świąteczne jeszcze za wcześnie (boże, masła z nutami korzennymi, moja miłości!), ale na jakiekolwiek inne w sam raz. W przytaszczonych kosmetykach znalazłam masło z Ziaji (kozie mleko), którego szczerze nie cierpię, więc zawinęłam pod pachę współlokatorkę i potuptałyśmy do Rossmanna  bym mogła spełnić swoje pragnienie. Miałam w zamyśle kupić coś całkowicie innego, bo polowałam na coś waniliowego, ale idąc do kasy K. zauważyła pomarańczowe pudełko z napisem "korperbutter" (niemiecki, co za paskudny język  nienawidzę słowa "korpus" w polskim) i oto jest:



Masło odstraszyło mnie nazwą (język niemiecki *zaczyna odprawiać egzorcyzmy*) a przyciągnęło ceną - niecałe 11zł za 200ml. A poza tym kocham cytrusy, a że mandarynek jeść nie mogę, bo mam po nich krosty, postanowiłam, że chociaż się nimi wypaciam.

Zapach, czyli dla mnie rzecz nadrzędna w przypadku wszelkiego rodzaju balsamów, przypomina mi lody pomarańczowe, bodajże Sunny Dream z Manhattanu. Lubiłam te lody, chociaż lata już ich nie jadłam. Uwielbiam ten zapach, bo generalnie uwielbiam takie zapachy, więc inaczej być nie mogło. Na dodatek zapach długo się utrzymuje na skórze. Bałam się, że na dłuższą metę będzie odrobinę mdlący, ale na szczęście tak się nie dzieje.


Masło jest gęste i ma dosyć "zbitą' konsystencję, z rozprowadzaniem jest nieźle, również do wchłania się masła nie można się przyczepić. Generalnie sam proces ciapania się tym masłem mogę z czystym sercem uznać za przyjemny, a przyjemność tę dodatkowo dopełnia zapach. Skóra zaraz po zastosowaniu masła jest mięciutka i milutka w dotyku na dodatek pachnie lodami pomarańczowymi, czyli wszystko co lubią Czochery przed pójściem spać. Mimo to nawilżenie jest raczej z gatunku tych średnich, jednak dla mnie całkowicie wystarczające. Zapewne po skończeniu opakowania kiedyś jeszcze do niego powrócę. 

Dodatkowo zanim wyszłam z Rossmanna wynosząc zakupione masło i koszyk (spokojnie, zwróciłam go gdy tylko ochroniarz rzucił się za mną w pogoń) dorzuciłam do zakupów jeszcze Doktora Owoca. Zielonego. Krótko mówiąc: nie polecam - mdłe, bez wyrazu (smakuje jak milion innych soków wieloowocowych), poza tym szczypało mnie po tym gardło. Na pewno nie jest wart osobnej notki. No i nie rozumiem idei sprzedawania tego w puszkach (no ok, jednak rozumiem - puszka przyciąga klientów, tak byłby to zwykły, kiepski sok a tu ma przynajmniej ciekawe opakowanie). Jak coś jest w puszce to powinno być gazowane. Ewentualnie może być napojem herbacianym. Soki w puszkach - niet, niet, niet. Dziękuję i dobranoc. 





3 komentarze:

  1. każda pora roku jest dobra, żeby stwierdzić "idę spać", obojętnie o której godzinie ;). swoją drogą kosmetyki ziaji, chociaż generalnie są niezłe, to wbrew pozorom uczulają.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo, uwielbiałam te lody z Manhattanu! Muszę się zastanowić nad tym masłem.

    OdpowiedzUsuń