sobota, 6 października 2012

Chateau - Milk mouse.

Zachowałam z dzieciństwa jeden niezbyt elegancki zwyczaj. W każdą sobotę, gdy rodzice przyjeżdżają z zakupów, zabieram się za przekopywanie toreb :D
Dzisiaj znalazłam to:
 Niech nie zmyli was nazwa. Milk mouse to w rzeczywistości Milk mice. Aaaaach! Teraz wszystko nabiera sensu. Chociaż w zasadzie wszystko jedno. Mama i tak przez dłuższy czas uważała, że należą się one tylko małym dzieciom. Oczywiście wyprowadziłam ją z błędu.

Bla, bla, wartości odżywcze i inne pierdy.
Opakowanie (130g) zawiera  cukierki w kształcie myszek (łał, odkryłam Amerykę!), z mleczno-orzechowym nadzieniem. Jak dla mnie mocno słodkie (ale dla mnie wszystko jest za słodkie). Czekolada z wierzchu przypomina trochę tę, która pokrywa Maltesers, a nadzienie do złudzenia przypomina orzechową wersję tych batoników, z tą różnicą, że w myszkach da się wyczuć kawałki orzechów. Trochę jak Schoko bonsy.

 Zjedz mnie. Pretty plz.
Zdekapitowana mysz.
Są dobre. I tyle. Z przyjemnością sięgam po kolejną myszkę, ale nie odczuwam potrzeby kupienia nowej paczki teraz-zaraz. O wiele bardziej wolę wspomniane wyżej Maltesers. Niemniej jednak polecam, nie tylko małym łasuchom :) Odstrasza jedynie cena - bodajże 5,50zł za paczkę 130g (no tak, bo Maltesersy wcaale nie kosztują tyle samo :P). Dostępne w Aldi.

A propos Aldi, przetrząsając torby z zakupami, znalazłam jeszcze to:
Przed chwilą na Marchew Oszczędniej (link! link! reklama!) zachwycałam się jesienią, a tu taki zonk. Nasuwają mi się dwa pytania:
a) Kto do grzyba wypuszcza zimowo-bożonarodzeniowe słodycze na samym początku października? (Wiem, że sezon świąteczny wraz z całą komerchą zaczyna się na miesiąc przed świętami, a przesyt całą otoczką zaczyna się, o ironio, jeszcze przed Wigilią, ale świąteczna atmosfera szóstego października jest co najmniej zabawna. Zawsze świąteczne bajery wypuszczano po Wszystkich Świętych :P)
b) Jeszcze śmieszniej: czemu październikowe bałwanki wylądowały w koszyku moich rodziców? :D
Ja nie narzekam. Lubię atmosferę rodem z reklam Coca-coli.


5 komentarzy:

  1. i to i to lubię

    a te myszki,jadłam też w wersji karmelowej,mniam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam to samo. Zawsze przeszukuje siaty w poszukiwaniu 'czegoś dobrego'. A te miśki widziałam też z Lidlu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. po pierwsze - myszy są cudowne w smaku <3. po drugie - chyba są też w lidlu. po trzecie - w temacie lidla - gdzieś mam zdjęcie z początku wrzesnia zeszłego roku ze ścianą pełną mikołajów :D

    OdpowiedzUsuń