piątek, 26 października 2012

Coraz bliżej...

Witam! 
Dzisiaj startujemy z nowym pomysłem, pomysłem, który w naszych oczach jest genialny. Osoby które podzielają naszą ekscytację tematem może też tak stwierdzą.
Od razu do rzeczy.
KOCHAMY ŚWIĘTA.KOCHAMY ZIMĘ.
Ok, może zimę nie kochamy wszystkie. Ja jestem totalną maniaczką zimy, wszystkiego co się z nią wiąże, nawet szarej pluchy, godzinnego dojeżdżania do szkoły i cholernego zimna. Ale święta uwielbiamy wszystkie, nawet ja, chociaż nie maja dla mnie żadnej wartości religijnej-obchodzę je po swojemu.
ALE KOCHAMY ŚWIĘTA.
KOCHAMY PIERDOŁY.
W związku z powyższymi, pewnego wieczora pełnego nostalgii nadszedł pomysł, a ja zostałam nominowana na jego główną realizatorkę *czuje się dumna i odpowiedzialna*.
A więc.....TAM TAM TA RAM TAM TAAAAAAM!!!






NOWA SERIA NA BLOGU- 'CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA'!
Na czym będzie ona polegać?
Otóż w serii pojawią się posty, które będą zawierać w sobie:
-świąteczną muzykę (tak, nawet każdy popowy szit. I DON'T CARE, to też ma klimat!)
-wszelkie pierdoły świąteczne- gadżety, dlugopisy, kubki, ju noł
- gadżety umilające zimowe egzystencjowanie
-zimowe życie- można to nazwać 'lifestyle',czyli co też ciekawego porabiamy zimą i tylko zimą
-OCZYWIŚCIE DUŻO ZIMOWEGO ŻARCIA
-zimowe, świąteczne, limitowane edycje słodyczów.
-zimowe edycje kosmetyków.
-wszelkie inne rzeczy które mają na opakowaniu 'zimowa edycja' nawet jeżeli jest to odświeżacz do kibla.
  -zimowe rozważania i przemyślenia
-ZIMA, ZIMA, ZIMA, celebrujemy święta i zimę!

Posty z tej serii będą się zapewne pojawiały...baardzo często. Mamy bzika na punkcie takich rzeczy.
Zrobione zostało nawet logo. Za maskotkę została wybrana Molka, maskotka naszej grupki (zaraz po narwalach), której właścicielką jest Człowiek Skurwiel. Wszystkie ją kochamy.
Takie o logo. Prawda, że urocze?
Zachęcamy do wspólnej radości na blogach, kopiujcie sympatyczną Molkę do postów z świątecznymi rzeczami. Jak się przyjmie, Człowiek Skurwiel zrobi zdjęcie Molce w rogach renifera.
( UWAGA UWAGA WŁAŚNIE W TYM MOMENCIE ZACZĄŁ PADAĆ U MNIE ŚNIEG. Z DESZCZEM, ALE ZAWSZE. POZIOM SZCZĘŚCIA W MOIM POKOJU JEST NIEMOŻLIWIE WYSOKI. BRACE YOURSELF, WINTER IS COMING)

No to chyba tyle o całej akcji.
Dzisiaj pierwsze świąteczno- zimowe ucieszki!
Razem z Człowiekiem Skurwielem zajawkę na zimę mamy już gdzieś w maju. Pewnego razu zrobiłyśmy playlistę. Świąteczną. Dwa miesiące temu. Oto ona:
http://tinyurl.com/mozgoweswieta (masami/dobi, czopie, naucz się skracać linki xD - Marchew)
Zachęcamy do dodawania własnych propozycji, playlista jest publiczna. Każdy świąteczny szit akceptowany, jak widzicie, jest tam nawet Demi Lovato [*]( JEDEN WYJĄTEK -BIEBERA NIE CHCEMY. KROPKA.)
 Także tego, zapraszamy do słuchania. 
Link do playlisty pojawi się gdzieś z boku bloga, tak samo jak licznik dni do świąt.

A na zachętę mam dla was ciasto. Idealne. Idealne ciasto, lekko słonawe, o dziwnej, ale niesamowitej konsystencji. Nadzienie, tak bardzo świąteczne- jabłka, cynamon, inne świąteczne przyprawy, nawet rodzynki, których nie cierpię, są tutaj idealne.

 Chcecie przepis? Tak?
 No to sobie poczekacie, bo nie umiem go znaleźć. Cóż. Nie takiego zakończenia się spodziewałam.
Merry Christmas, everyone!
  
     

czwartek, 25 października 2012

Gazetki (Tesco, Lidl, Biedronka) - 22, 25.10; 2.11

To druga notka z tej serii, a już wykształca się tradycja spóźnialstwa ;)

Na początek Biedronka i artykuły przemysłowe, dostępne od 2.11
 OMG. Zestaw do herbaty, którego pożądam, zestaw do fondue, którego pożądam mniej (dostaliśmy kiedyś ciężki, żeliwny do serowego, więc znowu usłyszałabym "po co ci ten szajs??") i świeczki, z którymi muszę zapoznać się w realu, żeby ocenić.

Trwająca od dzisiaj (25.10) akcja kawowo-herbaciana (ta, którą w telewizji reklamuje pan Deląg, popijający kawę z kapsułkowego ekspresu)
...czyli przeróżne słodycze, herbaty,czekolady do picia, a także szklanki i zaparzacz. Polecam ciasto karmelowe (w prawym dolnym rogu), które ostatnio jest moją ulubioną przekąską do herbatki :D Na zbliżającą się zimę kupię pewnie herbatkę o smaku grzańca. Szykujcie się na post o zimowych zapasach, nadal je zbieram.


W Tesco akcją tematyczną są obecnie znicze, które jakoś średnio mnie ekscytują. Przejdźmy zatem do promocji jedzeniowych (od 25.10).
niewyraźny obrazek w prawym dolnym rogu to zachwalany przez większość Pomysł na papirusowego kurczaka. Nie próbowałam.
*zieeew*


Oferta Lidla:
 Halloweenowe przekąski (od 25.10)
Ten fragment szczególnie mnie dobija, bo chcę wszystko (może oprócz ozdobnej dyni), a najbliższy Lidl jest w sąsiednim mieście (a w Katowicach nie wiem gdzie :/ ).
 Silikonowe formy i akcesoria do pieczenia (22.10)

I na koniec produkty tygodnia włoskiego. Nie wkleję wszystkiego, co mi się spodobało, bo robiłabym screenshoty do usmolonej śmierci. Łatwo też przewidzieć, że chodzi o makarony, sosy, pieczywko, słodycze i inne dobroci :D

Jak zwykle mam ochotę ustawić się pod Biedronką o 7 rano.
Macie swoje typy?

edit: właśnie osiągnęłyśmy 5000 wyświetleń w październiku :D


wtorek, 23 października 2012

3bit rum&cola, Chupa chups heaven&hell

Dzisiejsze łakocie:

Opakowanie 3bita jest po prostu śliczne. Radosne, wakacyjne, homoseksualne.

 Po otwarciu poczułam intensywny, zachęcający zapach, przypominający nieco Zozole.
I tak też smakuje - tradycyjny herbatnik z nadzieniem i czekoladą został po prostu wzbogacony smacznym musem (?) o smaku coli i rumu, który tak naprawdę smakuje jak wspomniane Zozole. Tylko nie musuje.
Dobra ciekawostka, może kupię jeszcze raz, o ile zobaczę gdzieś w wydziałowym automacie (w bufecie zdzierają troszku :( )
Widziałam je w przedziale cenowym 1,70-2zł w różnych sklepach.

Blue Heaven:
 Przyjemny, słodko-kwaśny lizak o smaku melona lub arbuza (papierek nie dał się rozwinąć :/), z nutą limonki i cytryny.

Red Hell:
O smaku wiśni i chilli. Na początku czuć samą wiśnię, ale po chwili coraz mocniej czuć chilli. Nie jest jednak zbyt intensywny.

Lizak o smaku chilli jest ciekawą nowością, ale jeśli mam wybrać faworyta, będzie to opcja "niebiańska". Jest po prostu pyszna.
Za oba lizaki zapłaciłam 80gr, kupiłam je na stoisku z importowanymi słodyczami (nie widziałam ich w innych sklepach).


sobota, 20 października 2012

Milka Amavel Mousse

Dzisiaj część trzecia ostatnich słodyczowych zakupów:
 Milka Amavel Mousse o smaku creme caramel :D
 Pudełko zdobyło mnie od razu. Jest ładne, tekturowe i ma fajne zamknięcie
 "OJEZUJEZU, JAKIE ŁADNE". Tak, widziałam tę czekoladę po raz pierwszy.
 "OJEZU, JEZU, PACHNIE!". Zawartość pojedynczej paczuszki wygląda właśnie tak.
A tu przekrój.
Jest przyjemnie słodka (ale nie do zrzygania, a skoro ja tak mówię, to coś w tym musi być) i w smaku przypomina mi nieco to brązowe nadzienie z "płaskiej" milki, podrasowane karmelem.
Gdybym oczekiwała na wyrok w celi śmierci, żądałabym tego na deser po ostatnim posiłku.
Amen.

Może jeszcze kilka detali:
cena: 11zł za 110g (ajć)
dostępność: kraje zachodnie, stoiska z importowanymi słodyczami


czwartek, 18 października 2012

Milka Oreo!

 Wczoraj pokazywałam wam Marsa z cudownego stoiska. Dzisiaj pora na Milkę z kawałkami Oreo :D Biedactwo złamało się w mojej torbie. To rozumiem. Nie wiem jednak, jakim cudem się stopiło...
 Widoczne gołym okiem, chrupiące kawałki ciastek. Nie wiem jakim cudem, ale tutaj smak nadzienia wyraźnie dominował. Ledwo wyczuwałam czekoladę, a moje kubki smakowe były bardziej zajęte mlecznym nadzieniem i ciasteczkami. Są one bardziej chrupiące i wyraźniejsze w smaku, niż te u Wedla.
Właśnie zjadłam pół opakowania. Om nom nom nom.
Tył, dla zainteresowanych.

Cena - 4zł
dostępność - Katowice, Supersam przy ul. Piotra Skargi, na pewno też w stoiskach z importowanymi słodyczami w galeriach handlowych.
Dotarła do mnie jednak smutna informacja. Wiedziałam, że Supersam ma być remontowany, jednak dzisiaj dowiedziałam się, że zostanie zburzony, a w jego miejscu powstanie galeria :( Nie wiem po co kolejny obiekt tego typu w mieście, w którym bodajże powstaje czwarta galeria, ale będzie mi brakować PRL-owskiego Samu. Stoisko pewnie też zniknie :(
Potrzebuję kolejnej czekolady na pocieszenie.


środa, 17 października 2012

migdałowy Mars i Frugo+szklanka

Wspominałam już wielokrotnie, że najchętniej kupuję słodycze w Supersamie przy ul. Piotra Skargi w Katowicach (ten sam, w którym mieści się Empik megastore i inne sieciówki).
Dzisiaj zauważyłam kilka ciekawych produktów, z którymi nie spotkałam się wcześniej, nadawałyby się na bloga, a ponadto czułam, że mi zasmakują :)

Najpierw przedstawię wam to:
 Przyciągnęło mnie inne niż zwykle opakowanie. Tradycyjny Mars, chociaż pyszny, na co dzień nie kusi mnie tak bardzo (pomijając dni, kiedy zziajana wbiegam na wydział i potrzebuję czegokolwiek z cukrem).
 Nie przeczytałam informacji na opakowaniu przed skosztowaniem, więc zaskoczyła mnie obecność całych migdałów. Poza tym batonik raczej nie odbiega od pierwowzoru, chociaż nadzienie jest bardziej mleczne.
O dobrej jakości nikogo nie trzeba zapewniać, ale wydaje mi się, że migdałowa alternatywa jest najlepsza dla ciekawskich :) Za baton zapłaciłam 2,60zł. Brak polskich napisów na opakowaniu utwierdził mnie w przekonaniu, że to wersja sprowadzana z zachodu i niekoniecznie będzie u nas dostępna w "normalnych" sklepach...

Zestaw z Tesco, o którym wspominałam w gazetkowym info:
 Dostępne są dwie wersje - w tej drugiej, zamiast białego mamy Frugo różowe. Zestaw kosztuje 6,99zł, więc napoje wychodzą taniej niż w regularnej ofercie (Tesco).
No i szklanka. Na spodzie mamy charakterystyczny guziczek :)


Następnym razem pokażę produkty numer dwa i trzy, których również nie widziałam w polskich sklepach. Obie rzeczy pochodzą od Milki, więc może być ciekawie :D


wtorek, 16 października 2012

No i znowu...

Może jeszcze pamiętacie o mojej małej obsesji... Cóż, dzisiaj jej kontynuacja.
Ile musiałam czekać na jakąś nową, ciekawą propozycję! Każdego lata wychodziły 'nowe' smaki, jednak tak naprawdę były reaktywacją poprzednich edycji.
A tu, na początek września, taka niespodzianka:
Limitowana edycja Tic tac- color your days!
Wybaczcie brak zdjęcia z zawartością. No wiecie...zjadłam cale w drodze do domu. Ale kolory tic taków odpowiadają kolorom długopisów na opakowaniu, więc jest milusio i kolorowo.
Przejdę może od razu do smaków.
Lime- po prostu limetka, znana z innych smaków, żadna nowość dla mnie, starego weterana. Aczkolwiek dobra, dobra.
 Passion fruit- nazwałabym to wieloowocowym. Smak nowy. Baaardzo przyjemny, aczkolwiek postanowiłam zjeść go jako trzeciego(bo jeśli w opakowaniu jest więcej smaków, dzielę tic taki na kupki i zjadam od 'najgorszych' do 'najlepszych'), bo kolejne dwa smaki okazały się...
Cherry- WIŚNIA! TAAK! Może pamiętacie, że ubóstwiam wszystko, co wiśniowe. Tic taki również. To ta sama wiśnia co zawsze, ale ile daje radości.
Strawberry- a to największa niespodzianka! O truskawkowych tic takach słyszałam jedynie za granicą, gdzie było mnóstwo edycji niedostępnych u nas. A szkoda. Bo ten smak jest genialny. Genialny na tyle, że nie mogłam się zdecydować, czy zjeść najpierw tę kupkę, czy wiśniową.
Ostatecznie jadłam je na przemian- czyli truskawkowy jest naprawdę dobry!

Tic taki te występują tylko w wielkich opakowaniach. Znikną raczej szybko- bo z okazji nowego roku szkolnego, a kolejny sezon na nowe edycje przyjdzie... ZIMĄ!
TAK, przygotujcie się na recenzje zimowych smaków. Kocham, ubóstwiam wszystko co wiąże się z zimą, zapachy, zimno, śnieg, szara breja na chodnikach, zmarznięte kończyny, długie dojazdy do szkoły- absolutnie WSZYSTKO, a już najbardziej zimowe edycje kosmetyków... get ready :3

poniedziałek, 15 października 2012

Rossmann Wellness&Beauty - masło do ciała mandarynka i jogurt

Jeżeli ktoś spytałby mnie po co biorę co wieczór kąpiel lub prysznic, moje odpowiedzi brzmiałyby:
1. Biorę kąpiel bo lubię czytać książki w wannie, zwłaszcza gdy jest w nich dużo krwi/mutantów/zombie. No i po kąpieli mogę się wybalsamować.
2. Prysznic biorę, bo lubię rozmawiać sama ze sobą pod strumieniem wody. I mogę się potem wybalsamować.
Kocham ciapać się wszelkiego rodzaju balsami po wieczornej kąpieli. Po każdej kapieli. W ogóle uwielbiam się ciapać balsamami. Stanowi to, obok pochłaniania jedzenia, jeden z nielicznych powodów dla których chce mi się rano podnosić mój wspaniały tyłek z łóżka.

Do  niedawna wmasowywałam w siebie namiętnie jakieś mleczko z avonu, które uratowałam z łap mojej babci (tylko moja babcia może wpaść na pomysł użycia balsamu w roli żelu pod prysznic) i przytargałam ze sobą na moją studencką kwaterę. Ale jakiś czas temu doszłam do wniosku, że idzie jesień, więc zima za pasem (w moim czocherowym świecie nie ma rozróżnienia na zimę i jesień - zaliczam je obie do jednej pory roku, określanej nazwą "jest mi bardzo zimno, idę spać"), więc pora na jakieś masło do ciała. Na świąteczne jeszcze za wcześnie (boże, masła z nutami korzennymi, moja miłości!), ale na jakiekolwiek inne w sam raz. W przytaszczonych kosmetykach znalazłam masło z Ziaji (kozie mleko), którego szczerze nie cierpię, więc zawinęłam pod pachę współlokatorkę i potuptałyśmy do Rossmanna  bym mogła spełnić swoje pragnienie. Miałam w zamyśle kupić coś całkowicie innego, bo polowałam na coś waniliowego, ale idąc do kasy K. zauważyła pomarańczowe pudełko z napisem "korperbutter" (niemiecki, co za paskudny język  nienawidzę słowa "korpus" w polskim) i oto jest:



Masło odstraszyło mnie nazwą (język niemiecki *zaczyna odprawiać egzorcyzmy*) a przyciągnęło ceną - niecałe 11zł za 200ml. A poza tym kocham cytrusy, a że mandarynek jeść nie mogę, bo mam po nich krosty, postanowiłam, że chociaż się nimi wypaciam.

Zapach, czyli dla mnie rzecz nadrzędna w przypadku wszelkiego rodzaju balsamów, przypomina mi lody pomarańczowe, bodajże Sunny Dream z Manhattanu. Lubiłam te lody, chociaż lata już ich nie jadłam. Uwielbiam ten zapach, bo generalnie uwielbiam takie zapachy, więc inaczej być nie mogło. Na dodatek zapach długo się utrzymuje na skórze. Bałam się, że na dłuższą metę będzie odrobinę mdlący, ale na szczęście tak się nie dzieje.


Masło jest gęste i ma dosyć "zbitą' konsystencję, z rozprowadzaniem jest nieźle, również do wchłania się masła nie można się przyczepić. Generalnie sam proces ciapania się tym masłem mogę z czystym sercem uznać za przyjemny, a przyjemność tę dodatkowo dopełnia zapach. Skóra zaraz po zastosowaniu masła jest mięciutka i milutka w dotyku na dodatek pachnie lodami pomarańczowymi, czyli wszystko co lubią Czochery przed pójściem spać. Mimo to nawilżenie jest raczej z gatunku tych średnich, jednak dla mnie całkowicie wystarczające. Zapewne po skończeniu opakowania kiedyś jeszcze do niego powrócę. 

Dodatkowo zanim wyszłam z Rossmanna wynosząc zakupione masło i koszyk (spokojnie, zwróciłam go gdy tylko ochroniarz rzucił się za mną w pogoń) dorzuciłam do zakupów jeszcze Doktora Owoca. Zielonego. Krótko mówiąc: nie polecam - mdłe, bez wyrazu (smakuje jak milion innych soków wieloowocowych), poza tym szczypało mnie po tym gardło. Na pewno nie jest wart osobnej notki. No i nie rozumiem idei sprzedawania tego w puszkach (no ok, jednak rozumiem - puszka przyciąga klientów, tak byłby to zwykły, kiepski sok a tu ma przynajmniej ciekawe opakowanie). Jak coś jest w puszce to powinno być gazowane. Ewentualnie może być napojem herbacianym. Soki w puszkach - niet, niet, niet. Dziękuję i dobranoc. 





Łowicz, edycja limitowana- sos afrykański z orzeszkami, sezamem i kolendrą

No to jedzeniowo!
Buk nam zesłał tego Łowicza i wiedział, że jest on dobry.
Edycja Limitowana. Mam nadzieję, że nie zniknie tak szybko z półek.
5,50zł, a tyle szczęścia.
TO POWYŻEJ, JEST,KURDE, GENIALNE.
Banalne. Każdy głupi przyrządzi. Trwa to niewiele, właściwie 20 minut- tyle, ile gotuje się ryż.
I o to chodzi - u mnie w domu takie sosy świetnie się sprawdzają, gdyż wszyscy wracamy do domu późno, a każdy wracający rozwiera paszczę krzycząc 'JEŚĆ! JEŚĆ!' od progu.
Zaleca się to niby jeść z wieprzowiną, ale u mnie się tego nie jada, więc wrzuciliśmy kurczaka.
Danie zniknęło w 5 minut.
Nie potrafię wam opisać, jak bardzo smaczny jest ten sos. Z ryżem i kurczakiem komponuje się idealnie. Wylizaliśmy talerze do czysta.
Jeśli lubicie takie wyraziste smaki, to naprawdę, naprawdę polecam.

W kolejce jeszcze drugi sos z tej limitowanej edycji, niedługo się pojawi. A tymczasem macie spróbować tego, i basta!

niedziela, 14 października 2012

Gazetkowy update

Namiętnie zapisuję się do wszelkich newsletterów sklepów, w których bywam, a tym samym narażam adres mailowy na bezustanny spam. Czasem jednak udaje mi się wyłowić kilka interesujących artykułów. Pomyślałam więc, że mogłabym się z wami podzielić.

Na początek Tesco, oferta od 11.10
Nie za bardzo miałam w czym wybierać, bo nic w zasadzie mnie nie zachwyciło. Sprawdzone słodycze w promocji - może być. Frugo plus szklanka - dla maniaków. Znane wielu żele Nivei (plus kilka innych produktów tej marki) i krem BB Garniera w niższych cenach i nowe szampony Fructisa, którym mogę się przyjrzeć.

Biedronka, która bardzo mnie zaskoczyła (artykuły dostępne od 15.10):
Chętnie przyjrzę się fioletowym rajstopom, o ile jeszcze będą po moim powrocie. Czajniczki natomiast wywołały u mnie ślinotok. Mam nadzieję, że nikt ich nie kupi i zostaną przecenione, choć trochę ;) Zestaw do sushi też jest prześliczny.
Aktualnie (10.10-23.10) w Biedronce trwa akcja "Wachlarz azjatyckich smaków" - dostępne są produkty, z których można wyczarować pyszny obiad w stylu dalekowschodnim, co też uczyniłam. Makarony (również dania instant), sosy, zielone herbaty, papier ryżowy do sajgonek, czy zestawy do robienia sushi to tylko część oferty. Nakupiłam i od razu skonsumowałam, więc fotorelacji nie ma.
Według gazetki dostępne są również "normalne" książki, niebędące przewodnikami, czy bajkami dla dzieci. W internecie doszukałam się "Hobbita", a na żywo widziałam rozreklamowane wszędzie "50 Shades of Grey", w zawrotnej cenie 20zł. Ściągnęłam z chomika, moim zdaniem zmierzchowe, ale co kto lubi.

Lidl od poniedziałku (15.10) rozpoczyna tydzień brytyjski. Przewaga mrożonek: ryba z frytkami, krewetki w cieście i inne dobroci, a także dziwadełka, których nigdy nie jadłam: chipsy o smaku octu, sos miętowy, jogurt o smaku ciasta cytrynowego, sos Worcester i inne
Niezwykłe talenty aktorskie, czyli Pascal i Okrasa proponują tartę tatin i strudel. Zastanowię się.

Jedynym rzucającym mi się w oczy produktem w Realu była czekolada Milka w cenie 2,59zł. Rossmann niczym mnie nie zachęcił...

Następne aktualności gazetkowe postaram się wrzucić o czasie :)


Alterra- olejek Migdały&Papaja

Miało być zakupowo, ale nie wyszło. Wyjdzie w przyszłym tygodniu. Kupiłam tylko moją wymarzoną czapkę, na pewno znajdzie się tutaj na blogu.
A więc dzisiaj znowu włosowo.(tak, od lipca jestem włosomaniaczką, więc możecie się spodziewać wielu postów typowo włosowych. A może by tak założyć osobnego bloga?),
Olejek, jak wiadomo, zakupiłam z myślą o kompletnie innym przeznaczeniu. Zakupiłam w Rossmannie, na promocji za 9.99.
Olejek ma przepiękny zapach. Od razu przypadł mi do gustu, ale zdziwiłam się, że coś takiego może tak wyraziście pachnieć. Szklana buteleczka, przez niektórych uważana za nieporęczną(słyszałam o przypadkach wyślizgiwania się z rąk) w niczym mi nie przeszkadza, bo olejuję włosy nalewając 1 łyżkę stołową na talerzyk i maczając w tym opuszki, nakładam na włosy.
Ale dozownik akuratny, łatwo wydobędziemy z butelki pożądaną ilość olejku. Podoba mi się to, że 'kropelkuje' olej, przydatne, jak potrzebuję tylko odrobiny na końce.

Oleju używałam od początku lipca, na początku co 3 dni, potem raz w tygodniu, a od października zaczęłam  robić to kilka razy w tygodniu. Na początku zostawiałam go na całą noc, nie omijając skalpu, jednak przekonałam się, że akurat moje włosy preferują go 3 godziny przed myciem, a skalp nie preferuje w ogóle ( jednak co do włosów, to do włosów, na skalp muszę znaleźć coś innego).
O ile początki niespecjalnie zachęcały do dalszych działań, po znalezieniu odpowiedniej metody dla siebie pokochałam olejować włosy. Są po tym tak bardzo miękkie, mięsiste, nawilżone po końce... Nie umiem się powstrzymać przed ich dotykaniem. Od lipca używałam wielu produktów, jednak za ich obecny, dużo lepszy stan 'obwiniam' właśnie olejowanie. Oczywiście nie mogę zagwarantować, że każdy go polubi, ale ja, właścicielka włosów średnioporowatych( chociaż myślę, że mogę już powiedzieć 'w stronę niskiej' :D), niezbyt grubych, niezbyt cienkich, niezbyt gęstych( ale tak, mnóstwo babyhair zaczęło właśnie procentować- objętość kucyka zwiększyła się o 0.5 cm, a tego się nie spodziewałam!)
Olejek uratował moje włosy po zimowej zagładzie z 2012 roku i myślę że to on zregenerował moje fale.

Próbowałam także olejowania twarzy. Efekty jakieś były, ale dalekie od obiecanych- będę próbować z innymi. Macie jakichś swoich faworytów w tej kwestii? Jest tyyyyle olejków, a ja kompletnie nie wiem, który wybrać jako kolejny. Tym bardziej, że ostatnio przechadzając się po pięknym mieście po szkole, zauważyłam wciśnięty pomiędzy sklepami sklepik zielarski, z różnymi bajerami. Zastanawiam się nad olejkiem babydream dla dzieci, macie jakieś opinie o nim?

(a tak na koniec- odkąd olejuję włosy, zauważyłam, że moje paznokcie zaczęły się błyszczeć, a dłonie i skórki przestały być suche :D od teraz już świadomie zostawiam olej na rękach, by również i one na tym skorzystały.)

sobota, 13 października 2012

Radical- mgiełka wzmacniająca do włosów zniszczonych i wypadajacych

Witam witam, baardzo dawno mnie tu nie było i z dniem dzisiejszym zaczynam nadrabiać nieobecność. Sami wiecie, nowa szkoła, nowe znajomości, nowe obowiązki, mnóstwo się dzieje.
Chciałam dzisiaj wrzucić coś jedzeniowego, bo dostałam paczkę od Winiary, ale niestety aparat padł. 
A więc będzie włosowo.

Mgiełkę dorwałam na początku lipca za 6.49 na promocji w Rossmannie. Obawiając się nieco o alkohol w składzie, postanowiłam ją jednak wziąć.

Pierwsze, co mnie uderzyło, to zapach. Na początku cuchnęło. Potem już wcale. Teraz zależy to od mojego humoru- raz przyjemnie odświeża, raz niemiłosiernie śmierdzi. Ale zapach szybko znika po rozpyleniu na włosy.
Używałam jej zazwyczaj na suche włosy, ale raz czy dwa spróbowałam na włosach mokrych. Mimo alkoholu nic się z nimi nie stało.
Mgiełka absolutnie nie obciąża włosów. Przeciwnie, przyjemnie je odświeża. Była super przydatna latem, kiedy w połowie dnia odczuwałam dyskomfort, parę psiknięć naprawiało problem.
Mimo zapewnień producenta nie można mówić o cudach, zmniejszonym wypadaniu i cudownym odżywieniu- ale to chyba oczywiste. Muszę jednak przyznać, że włosy rzeczywiście są lśniące, sypkie, gładkie i błyszczące. Używam jej rano, przed poczesaniem włosów, jako ochronę przed grzebieniem, a czasem juz po czesaniu, żeby ułozyć fryzurę. W moim przypadku mgiełka ta sprawdza się jako stylizator/utrwalacz. 

Stosowałam ją codziennie,parę razy, solidnie psikając lub też nie, ale używana była i jest często. Jest połowa października, a została mi jeszcze 1/4 butelki. Niezły wynik.
Kiedyś na pewno kupię ją ponownie, a także druga mgiełkę z tej serii. Na razie jednak zamierzam pobawić się z innymi mgiełkami. Polecam wam ja jednak, bowiem za taką cenę(bez promocji trochę ponad 7 zł) warto ją wypróbować.

A już jutro śpieszę po moją wymarzoną czapkę i ruszam na nowo odkryty lumpeks(sobota-wszystko po złotówce-o matku!), także mam nadzieję, że jutro zawita tutaj mały post zdobyczowy!

poniedziałek, 8 października 2012

Żelki Frugo

Kupiłam dzisiaj żelki. W ferworze zakupów porwałam aż cztery paczki... Motto na dziś: "Nie czekaj na dobre światło, zrób zdjęcie w ciemnym zadku".
Co do smaku, wystarczy chyba, jeśli powiem, że dobrze oddają smak napojów o tej samej nazwie. Nie są jakieś mega intensywne, jednak wyraźnie można wyczuć znajomy smak, który reprezentują cztery kolory. Pachną zachęcająco. 
A tak prezentują się poszczególne warianty:








Są dobre, jednak traktuję je raczej jak ciekawostkę. O wiele bardziej wolę żelki Haribo, najbardziej z kwaśną posypką. Szału nie ma, ale jak już wspomniałam, są smaczne.
Kupiłam je na wielokrotnie wspominanym na tym blogu stoisku z różnymi słodyczami w Katowicach i zapłaciłam 3zł za paczkę 100g.
No i zawierają żelatynę wieprzową, więc nie kupuj, jeśli należysz do Ruchu Wyzwolenia Prosiaczków. Albo po prostu nie jesz wieprzowiny.