sobota, 11 sierpnia 2012

Rossmannowe zdobycze (krem BB, róż essence + swatche) i nie tylko

Od poprzedniego posta minęły wieki (a Tardis nadal trzyma się na moich paznokciach :D), pokażę więc zdobycze z kilku ostatnich dni.
Po pierwsze, krem BB z Maybelline, który omawiany był już na wielu innych blogach.
 Skusił mnie również ładnym opakowaniem :D
 Dla tych, którym nie chce się powiększać zdjęcia - producent obiecuje efekt naturalnego rozświetlenia, wyrównanie kolorytu, filtr trzydziestkę (SPF, ani słowa o PA), nawilżenie przez cały dzień, korektę niedoskonałości, nietłustą formułę, widoczne wygładzenie i uczucie świeżości.
Owszem, formuła jest lekka, pozostawia uczucie świeżości i miękką skórę, stapia się z naturalnym kolorem, a także nieco go wyrównuje. Nie spodziewajcie się jednak mocnego krycia. Krem nie podkreśla przesuszonych obszarów, ani sam w sobie nie wysusza skóry, za to po pokryciu pudrem i paru godzinach mój nos się świecił, jednak myślę, że to normalne, biorąc pod uwagę pogodę.
Krem dostępny jest w 3 odcieniach, mój to fair (najjaśniejszy). Cena regularna to bodajże 22-23zł, obecnie można go kupić za 19,50zł. Myślę, że za taką cenę warto. Może nie jest idealny pod każdym względem, ale dla wymagających są przecież koreańskie specyfiki ;) Ja nie potrzebuję mocno kryjącego podkładu i póki co, po niecałym tygodniu stosowania jestem zadowolona z zakupu.

Po drugie, róż z limitowanki Miami roller girl:

 Ładne przejście od brzoskwini do różu, linią zaznaczony odcień, który być może uda wam się dostrzec na zdjęciu z buźką. Kosmetyk jest dość miękki i łatwo zrobić mały rozpiździel pędzlem.
 Paluchy z różem, opcją pomiędzy i pomarańczką
i skład.
 A tu róż na buźce. Ciężko było mi wybrać zdjęcie, na którym coś widać, ale to chyba nie jest tragiczne. Nie nakładam dużych ilości różu, ale w pierwszej chwili wydawało mi się, że będzie placek - ostrzeżenie dla lubiących przesadzać :) moje oko, kolczyk i pekaesy gratis.
Róż bardzo mi się podoba, tym bardziej, że brakowało mi czegoś brzoskwiniowego. Zdjęcie nie oddaje uroku, ale moim zdaniem zaznaczony obszar daje przepiękny kolor.
Cena: 11,99zł.
Co do reszty limitki, lakiery jakoś mnie nie uwiodły, a cieni z drobinkami nie lubię... Sztucznymi włosami podniecałam się w podstawówce. Zastanawiam się jedynie nad balsamami do ust - pomarańczowy daje na skórze różowy kolor i pachnie trochę jak lip tint z limitki A new league, zaś różowy jest prawie transparentny  i pachnie owocowo.
Jeśli chodzi o dostępność tej edycji na Śląsku:
11.08 prawie pełny stand w Rossmannie w katowickiej Silesii (Chorzowska 107),
W tym tygodniu limitki nie było w Rossmannach: CH Plaza Rybnik, Żory
Jeśli ktoś posiada informacje, poproszę :)

Produkt, z którym Rossmann się rozstaje:
Cena na "do widzenia" to 4zł z groszami. Jak na herbaty lipton BARDZO tanio - porwałam bez zastanowienia.

Bonusy ciuchowe
 To ptak? To samolot? To Super Panda! (znana również pod nazwą "MAAAAMOOOOO!!!!!"; C&A, 29,90zł)
H&M-owska piżamka, którą dostałam w prezencie. Paragon twierdzi, że 39,90zł. Paragon jest szczery i nigdy nie kłamie.

Z ogłoszeń drobnych:
Bloga Azjatycki Cukier nie trzeba nikomu przedstawiać (a jeśli trzeba, nie przyznawaj się i wejdź). Jakiś czas temu autorka przedstawiała rytuał oczyszczania twarzy w Azji - główną rolę odgrywała w nim oliwa/olejek. Zdziwiło mnie to (i pewnie nie tylko mnie), ale jako ciekawa bestia postanowiłam spróbować (każdy z was zna kogoś, kto wkłada paluchy do kontaktu, wciska przycisk z napisem "nie dotykać" i inne takie ;)). Zgodnie z zaleceniem, rozgrzałam w dłoniach niewielką ilość oliwy z oliwek i wtarłam w twarz, po czym spłukałam wodą i zmyłam delikatną pianką do twarzy. Po pierwsze, oliwa świetnie zmywa różne świństwa z twarzy ("a teraz idź i przeproś babcię za wyśmiewanie domowych sposobów!"), po drugie, z nosa zniknęły mi te bardziej oporne wągry! ("a teraz postaw pomnik miłej pani z Azjatyckiego Cukru!")

Uff.
Oddaję głos do studia.


7 komentarzy:

  1. Herbata. 4 złote. Ostatnie sztuki. PĘDZĘ.

    A super panda jest super słodka. :3

    Widziałam ten post Cukru, ale jeszcze nie próbowałam. Kiedy zejdą mi syfy (ha, też leczę domowymi sposobami! *ziółka cztery ewer*), to chyba spróbuję, przekonałaś mnie. Szczerze powiedziawszy, trochę bałam się tej metody wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh ta koszulka z miśkiem jest świetna :D
    Żałuję, że nie kupiłam tego różu ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. Róż wygląda apetycznie, ale chyba mam już róży za dużo, więc raczej sobie odpuszczę...

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejka ,tak jestem z Gniewu, choć obecnie mieszkam w Borach Tucholskich. A TY skąd jesteś?pozdrawiam Napisz u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. szukałam Pandy i nie mogę jej znaleźć :C
    patent Cukra znam, jest super, zawsze działa! oliwa z oliwek jest dobra na WSZYSTKO! próbowalaś moczyć dłonie w podgrzanej oliwie z solą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie próbowałam, ale swego czasu sprezentowałam mamie gotowy peeling do rąk z oliwą i solą. jest cudowny, może go wrzucę :)

      Usuń