poniedziałek, 18 czerwca 2012

Sesja, czyli filmowo.

Zacznę od tego, że w przeciwieństwie do Czochera (tak nawiasem zapraszam na jej bloga, jeśli lubicie czytać nie tylko internetowe wypociny) nie potrafię tak ładnie uporządkować mojego blogowania i ten post zamieszczam tutaj, pośród jedzeniowych i kosmetycznych recenzji - pod pojęciem "lifestyle" kryje się też to, na co marnuję mój cenny czas.
No właśnie. Sesja. Czekają mnie jeszcze dwa egzaminy i certyfikat z angielskiego, a pogoda zdecydowanie nie sprzyja. I nie tylko pogoda. Jest jeszcze euro i ogólny leń. Czasem w nocy łapię się na oglądaniu filmików z polszczyzną Eugena i spółki w roli głównej...

Wmawiam sobie, że oglądanie filmów to dobra decyzja, biorąc pod uwagę fakt, że robię certyfikat z angielskiego i mogę się osłuchać :D Tak więc, w ostatnich dniach nadrabiam zaległości filmowe.







Pierwszy film z mojego zestawienia ostatnich dni jest stosunkowo stary, bo z 1999 roku. Utalentowany pan Ripley bardzo mnie zdziwił, bo nie czytałam wcześniej książki (a raczej cyklu książek - Ripliady), na podstawie której nakręcono ten film i jego poprzedników. Nie zwróciłam też uwagi na napis na plakacie. Te uśmiechnięte twarze, włoskie krajobrazy, piosenki... Komedia romantyczna?





zdjęcie - wikipedia

Nic bardziej mylnego. Utalentowany pan Ripley, pomimo wpadającej w ucho muzyki i uśmiechniętego Jude'a, jest thrillerem psychologicznym. Zawsze trafiam na filmy-dziwolągi. Niemniej jednak polecam, fabuła jest dosyć rozbudowana i przypomina grę w kotka i myszkę. Spoilerami nie rzucam, bo sama tego nie lubię, Powiem jednak, że Matt Damon błyszczy, pomimo "nerdowatości" jego postaci (która tak nawiasem nie przypadła mi do gustu), intryga wciąga, plus występ jednego z dwóch moich ulubionych aktorów...



...który pojawił się też tutaj.


The Imaginarium of Doctor Parnassus, czyli po naszemu Parnassus (lepsze takie tłumaczenie niż Dirty Dancing=Wirujący seks, nieprawdaż?), ostatecznie ujrzał światło dzienne w 2009 roku. Ostatni film z Heathem Ledgerem (który wraz z wymienionym wcześniej Judem Law należy do moich ulubionych aktorów). Po jego śmierci w trakcie produkcji, reżyser nie za bardzo wiedział, co z tym zrobić. Nakręcone sceny pozwoliły jednak skończyć film, korzystając z pomocy trzech wspaniałych.

opium.org.pl

Najlepiej w swojej roli wypadł chyba Depp. Transformacja Ledgera w pierwszego "zmiennika" była tak płynna, że nie zorientowałam się od razu. Te same ruchy (niektórzy twierdzą, że Ledger zagrał "na Deppa"), pewne podobieństwo fizyczne... Rola Deppa była najkrótsza, ale chyba najciekawsza w swojej prostocie.
W obliczu wydarzeń towarzyszących produkcji, fabuła filmu była jedynie dodatkiem, ale nie nudziłam się - wręcz oczekiwałam zmian i oceniałam grę kolejnych aktorów wcielających się w rolę Tony'ego.

Złapałam się też na tym, że trzeci wybrany przeze mnie film miał z poprzednimi pewien wspólny element (no ciekawe, jaki? :P).

Sherlock Holmes - Gra cieni, czyli ubiegłoroczna kontynuacja filmu z 2009 roku. Poprzedni film, przez rosnącą ignorancję połączoną z brakiem czasu również olewałam, do obecnego momentu.
Mam słabość do takich filmów i Sherlocka w ogóle. Kostiumy, muzyka, klimat... Serialowy Sherlock z BBC też mnie ujął, ale Holmes w klasycznym wydaniu to jednak to :)
Akcja drugiego Sherlocka przypada bodajże na któryś ze zbiorów opowiadań - jest wodospad Reichenbach :)
Odnośnie obsady, niczego nowego tutaj nie odkryję, chyba każdy skupiał się na dwóch głównych bohaterach. Robert Downey Jr, pomimo iż nie podoba mi się jako mężczyzna (już widzę "wtf?" na twarzach niektórych), jest dobrym Sherlockiem - oddaje charakter i "dziwactwo" postaci, a sceny z planowaną sekwencją ciosów bardzo mi się podobały. Co do Watsona, jest tradycyjnie - na zasadzie "Cóż ten wariat znowu wymyślił i dlaczego muszę za nim łazić?". Łazi jednak posłusznie i chyba świetnie się przy tym bawi.
A scena z kucykiem była świetna :D

Planowałam na wakacje maratony z kolejno - Ledgerem, Law i Nortonem, jednak Jude jakoś tak przechwycił mnie znienacka i lipa trochę. Obym zdała!


5 komentarzy:

  1. Sherlocka uwielbiam! Chętnie obejrzę Parnassusa bo już daaawno miałam to zrobić, ale albo brak czasu albo skleroza...

    OdpowiedzUsuń
  2. Parnassus nie przypadł mi niestety do gustu. Może miałam za duże oczekiwania. Ale reszta, absolutnie jestem na tak :)
    Sesja to zło!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja oglądałam tylko ze względu na Ledgera i transformacje, łezka się w oku zakręciła. Ale fakt, bez tego film nie wyróżniałby się jakoś zbytnio.

      Usuń
  3. Trzeba będzie obejrzeć numer 1 : )

    OdpowiedzUsuń
  4. ja z zamiłowaniem ogladam wszystkie filmy z Deppem <3

    OdpowiedzUsuń