poniedziałek, 7 maja 2012

Misz-masz

Dzisiaj będzie mały mix jedzeniowy,ubraniowy i zapachowy!

W moim domu herbaty pijam głównie ja. Kocham wszystkie oprócz stricte owocowych- z fusów, z torebek, na zimno, z mlekiem, w nietypowych smakach...Moją ulubioną herbatą jest zdecydowanie zielona.
Niedawno na promocji udało mi się dorwać białą Teekane White Tea Citrus. Herbata od razu po zalaniu roztacza przecudowny zapach. Długo się zmagam przed jej wypiciem, kocham czuć ten aromat w pokoju. Sama w sobie herbata jest dość słodka, jednak nie byłabym sobą, nie słodząc jej. Nuta cytrusów- cytryny i mango- jest wyraźnie wyczuwalna. Może dlatego tak bardzo mi ona smakuje, właśnie ze względu na mango. Herbata jest przepyszna i pudełko zostało już praktycznie przeze mnie ogołocone.

Mój ulubiony,zebrowy kubek-przyzwyczajcie się!

Kolejną 'zdobyczą' są Rurki Waflowe z czekoladą mleczną firmy Armand. Z tego co wiem można je spotkać w Aldi/Lidlu-nie jestem pewna, zostały kupione przez mamę po tym, jak nam zasmakowały u cioci.
 Wybaczcie,to jedyne,poruszone zdjęcie, to efekt mojej nieuleczalnej i denerwującej przypadłości-trzęsienie rąk.

A zasmakowały nam bardzo. Te małe, niepozorne rurki to istne niebo w gębie. Wafelek jest idealnie wypieczony i ma lekko słodkawy smak z nutą, której nie potrafię określić. Mleczna czekolada świetnie komponuje się z wafelkiem(polecam zjadać całe naraz,wafelek jest kruchy i możemy nieźle nasyfić) Czekolada, ku mojemu zdziwieniu jest bardzo dobra i nie wyczuwam przeładowania margaryny czy jakichś innych świństw. Cudnie rozpuszcza się w ustach. Polecam,polecam.


Kolejną dobrocią będzie(znowu) latte. Dzisiaj to Latte Macchiato firmy Nescafe. Zapłaciłam za nią 1.25 w Lewiatanie.Tym razem jest to latte na ciepło.

 Proszek jak proszek. Mało ma tych kawowych drobinek.
Doprawiona moją ulubioną przyprawą do deserów Kamis!
Na opakowaniu nie ma informacji, jaką ilością wody należy zalać kawę. Jak zwykle zaufałam swojemu zebrowemu kubkowi(250ml) Werdykt?Dobra, możecie lać coś około 200-250ml max.
Sama kawa była już słodka, jednak ja, jak to ja, musiałam sobie dosłodzić. Szczerze mówiąc- szału nie ma. Ot,zwykła kawa. Z większą ilością mleka. Więcej jej nie kupię, gdyż mogę zrobić lepszą w domu, dolewając więcej mleka do kawy.
Poszukiwania idealnej latte na szybko trwają.


Kolejne dobroci, tym razem kosmetyczne.
 Panie i panowie, oto moja ukochana mgiełka do ciała Victoria's Secret Pure Seduction-red plum&fresia.
 Nie przepadam za perfumami. Wszystkie wydają mi się za ciężkie, za mocne, a gdy już któryś przypadnie mi do gustu, jest z kolei bardzo nietrwały. Mgiełki uwielbiam za to, jak potrafią dodać mi energii i odświeżyć.
 Tę mgiełkę pokochałam za zapach. Jest zdecydowanie słodki, ale...Nie wiem jak go opisać. Nigdy bym nie pomyślała że ta kombinacja zapachowa może tak cudnie pachnieć. W Polsce mgiełka ta jest niedostępna. Tą sprezentowała mi koleżanka na urodziny. Przywiozła ją z Ameryki. Nie mam tez pojęcia, ile mogła kosztować( i chyba niezbyt chcę wiedzieć). Wiem jedno- gdy się skończy, zamówię u koleżanki następną. Bez względu na cenę.
Mgiełka bowiem ma 250ml i jest baardzo wydajna. Nie wystarczy jej dużo. Zapach jest wyczuwalny cały dzień! Jest zarazem lekki i wyrazisty. Złoty środek. Idealny.




Kolejna mgiełka to Avon Naturals-body, strawberry&guava body spray. Jest jej 125ml w opakowaniu. Jest dużo mniej wydajna od poprzedniczki. Uwielbiam truskawki. Mgiełkę kupiłam za 9.90 (promocja w Avonie) i uważam, że nie jest warta swojej ceny. W cenie regularnej jest dostępna bodajże za 15.90(?),jednak widywałam ja nawet po 5.90. Radzę więc wstrzymać się z jej kupnem do obniżki, co w Avonie jest dosyć częste.
Sam zapach trochę mnie rozczarował. Od razu skojarzył mi się z jednym. Pachnie truskawkowym  KOMPOTEM.  Naprawdę. Jednak nie przeszkadza mi to aż tak bardzo- używam mgiełki dosyć często, przyjemnie odświeża. Zapach nie jest trwały. Osobiście polecam z tej serii mgiełkę arbuzową- pachnie obłędnie i jest bardziej wyrazista.

Ostatnie dobroci to dobroci ubraniowe.
Bonus za moje śniadanie i kuchniowy syf w tle!
 Bluzka z New Looka(40zł) Nie wiem, w czym mnie urzekła- po prostu gdy ją założyłam, stwierdziłam 'biorę!' Wygodna, w miarę przewiewna, dobra na lato( a akurat mam braki w letnich ubraniach) Generalnie nie lubię t-shirtów z ubraniami, jednak przy tej bluzce zrobiłam wyjątek. 
Mam na sobie czarne dżinsy z Cubusa(99zł). Do wczoraj nie wiedziałam, że to dżinsy. Kupiłam je w zeszłym roku w marcu, służyły mi wiernie do zeszłego miesiąca, aż postanowiły się rozedrzeć na zgięciach( ale jeszcze będą miały swoje miejsce w tej notce...) Spodnie te są spodniami idealnymi. Nie rozchodzą się po pierwszym praniu. Ileż ja pieniędzy zmarnowałam na spodnie z wypasionych sklepów, które po pierwszym praniu bądź paru dniach chodzenia zwisały mi smętnie na nogach! Te trzymały się dzielnie ponad rok. Kolor nie blaknie tak szybko.Po praniu spodnie na nowo się schodzą i są jak nowe. Wprawdzie rozchodzenie ich to katorga,jednak warto. Idealnie dopasowują się do ciała i świetnie leżą. Wiem, że nie kupię już innych, Jeśli szukacie idealnych rurek,zajrzyjcie do Cubusa po spodnie Gemma Jeans(ja posiadam model superskinny, jest dostępny jeszcze skinny z wyższą talią).

Ups,mały faux pas pod spodem!
 Sukienka, Stradivarius(79zł) Po upewnieniu się co do ceny natychmiast zostałam oddelegowana z nią do przymierzalni. Sukienka idealna. Jedna z nielicznych, która dobrze na mnie leży(wczoraj przeżyłam chwile załamania, gdy sukienka-worek mi nie leżała,wszystkie szorty miałam za duże, a kroje bluzek nie pasowały). Nie jest obcisła( a mi ponoć takie pasują), podkreśla co ma podkreślać, ma ładny kolor i pasuje na wiele okazji. Z tyłu ma wycięcie, jednak go nie sfotografowałam. Tę sukienkę i inne kolory możecie zobaczyć tu.



Bluzka-C&A(29zł) Od dawna szukałam bluzki all-print, jednak ceny takowych startują od 60zł wzwyż, co na mój gust na zwykły t-shirt jest za dużo. Gdy zobaczyłam cenę tej,wiedziałam, że będzie moja. Bluzka nie określonego kroju ani talii(lubimy to!),a z tyłu jest wydłużona i zasłania tyłek(bardzo to lubimy!)
Na zdjęciu widać też moje stare Cubusowe spodnie, które postanowiłam przerobić. Efekt przerósł moje oczekiwania, jestem z nich bardzo zadowolona.
Niewyjściową twarz trzeba zasłonić swoim drugim obliczem-w moim przypadku jest to kot-królowa Francji

Spodnie są niesamowicie efektowne. Zdjęcia odejmują im dużo z uroku. Przede wszystkim kolory są bardziej intensywne,plamki bardziej wyraziste. Cały dzień zbierałam za nie pochwały zarówno od obcych, jak i od znajomych. Jestem z nich szalenie dumna i wszystkie dobre słowa na ich temat zrekompensowały mi pobrudzoną ścianę, drzwi, usyfiony dywan, ból kręgosłupa i poranione palce-było warto!

3 komentarze:

  1. Fajne spodnie i cycki w sukience

    OdpowiedzUsuń
  2. oddawaj spodnie i sukienkę
    to napad

    OdpowiedzUsuń
  3. to trochę żalowe komentować własnego bloga xD

    OdpowiedzUsuń