czwartek, 3 maja 2012

Kremy matujące

Jako że jestem posiadaczką tłustej cery i zwolenniczką naturalnego wyglądu bez makijażu,przetestowałam szereg kremów matujących do twarzy i dzisiaj chcę z wami podzielić się moimi wrażeniami.

Kremem, którego używałam długo był krem Nivea Control Shine:
 
Zdjęcie zapożyczone z Internetu, gdyż zwyczajnie nie posiadam żadnych swoich.
Kremu tego używałam codziennie. Rano i po przyjściu do domu. Miał przyjemną konsystencję, zapach również w porządku, matował szybko i widocznie. Efekt jednak nie utrzymywał się długo;nakładam więc na twarz puder matujący firmy Syntegren (również o nim napiszę). Jednak nawet wtedy,będąc po paru godzinach w szkole,czułam, że znowu coś jest nie tak. Produktu jednak używałam długo, był wydajny i dopiero gdy po 7/8(!!) miesiącach mi się skończył, wysłałam mamę z misją po nowe opakowanie. Jednak w sklepie nie było mojej Nivei i dostałam...
 Na zdjęciu już zdechnięty i zużyty(wyzionął ducha parę dni temu) Krem nawilżający- Długotrwały efekt matujący Garnier Czysta Skóra.
Nie zaprzyjaźniliśmy się od razu.
Ale po pierwszym użyciu wiedziałam, że nie zamienię go na nic innego( i po przetestowaniu paru innych matujących produktów, wciąż jestem tego samego zdania!)
Na temat tego kremu będą same pieśni pochwalne.
Jeszcze tylko podzielę się z wami radą na przyszłość: jeśli kupujecie cokolwiek z Nivei, to miejcie pewność że Garnier ma swój odpowiednik i jest on niebo lepszy. Nawet jeśli Nivea była dobra. Sprawdziło mi się na wielu produktach. Wyjątek- klasyczny, nieśmiertelny krem nawilżający w okrągłym,granatowo-białym opakowaniu. Tego Nivei nikt z podium nie zabierze.

Wracając do samego kremu: cudo. Zapach cudny. Nie wiem, jak go określić, ale od razu skojarzył mi się z wakacjami nad...oceanem? W każdym bądź razie- przyjemny i na tyle neutralny, że każdemu powinien się spodobać. Konsystencja bez zarzutu. Starczył mi, tak samo jak poprzednik,na jakieś 7/8 miesięcy. I był tańszy.(obydwa kosztowały kilkanaście złotych,niestety dokładnych cen nie pamiętam)
Najważniejszy jednak jest efekt! 
Widać i czuć go natychmiast. Szybko się wchłania i matuje. Efekt utrzymywał się cały dzień(oczywiście ja,jako mieszkanka śląskiego podziemia i tak czyszczę twarz 3 razy dziennie). Krem nakładałam rano i po przyjściu do domu. 
Jednak po krótkim czasie zauważyłam coś jeszcze- znaczną poprawę stanu mojej cery. Trądziku jako-tako nie mam, raz w miesiącu pojawiają mi się wypryski- ale już w trakcie używania tego kremu przemieniły się one z czerwonych wulkanów na maleńkie, nieszkodliwe syfki, których łatwo było się pozbyć/zakryć. Koloryt się wyrównał, pory zmniejszyły a skóra przestała się tłuścić i świecić! Po skończeniu pierwszej tubki miewam takie dni, kiedy mogę wyjść bez grama kosmetyku na sobie (wyłączając tonik) Nie musiałam też utrwalać efektu pudrem matującym. Obecnie używam go 'od święta' na jakieś specjalne okazje czy pojedyncze wypryski. 
Polecam ten krem każdemu. Zdecydowanie. Wiadomo, że każdemu pasuje coś innego, jednak i tak polecam brać się za Garniera niż za Niveę.

Kolejny krem to Nivea Matt Beauty-matujący krem nawilżający + lekki podkład.

 Beztłuszczowa...matuje...wygładza...
 Nie zatyka porów,mhm...
 Opakowanie akurat mają najlepsze ze wszystkich przedstawionych tu kremów, ale to będzie jedyny plus z mojej strony.
 Konsystencja nieco dziwna. Niby zwarta, kremowa...
 Jedak po dotknięciu od razu czuć, że jest bardziej wodnista niż się wydawało. Na zdęciu tego zupełnie nie widać, jednak kolor kremu najwierniej oddaje jedno słowo-szynkowy.Mój znienawidzony.
Jak widać, po rozsmarowaniu na ręce( użyłam mniejszej ilości kremu niż powyżej,oczywiście!) Wyraźnie widać różnicę pomiędzy kremem a skórą. Zamiast dopasowywać się do skóry- po jakimś czasie ściemniał.
Teraz czas na twarz.
 

 Efekt, jak widać, niewielki. Delikatnie pokryta jest mała niedoskonałość na policzku. Funkcja kryjąca trochę zawodzi.
Natomiast funkcja matująca w moim przypadku nie działa.
Krem wolno sie wchłania i przed długi czas czuję, jak się lepi. Bardziej tłuści mi skórę niż matuje. Zwykle moja przygoda z nim kończyła się po godzinie, kiedy go zmywałam i chodziłam z 'pustą' twarzą. Na dodatek mam wrażenie, że ten krem działa sobie jak chce- jednego dnia dopasowuje się do cery, drugiego wyraźnie widać różnicę w kolorze.
Ja już po niego nie sięgnę, został natomiast sprezentowany mamie, która używa go sporadycznie i nie narzeka na efekty(chociaż na sposób nakładania już tak)
Jeszcze jeden minus dla Nivei: pamiętam że jeszcze nie tak dawno temu miałam ich krem matujący z podkładem i bardzo go sobie chwaliłam. Konsystencja był zupełnie inna, bardziej zwarta i pudrowa. Sprawdzał się świetnie. Nie wiem, czemu ten produkt tak się zmienił.

To już koniec przygody z kremami matującymi. Nie mam zamiaru testować ich więcej( mam tylko jeden krem na oku) i zostaję przy moim ukochanym Garnierze. Następnym razem opiszę moje potyczki z innymi produktami matującymi- pudrami.



 

2 komentarze:

  1. matujące bardzo wysuszają skóre i zaczyna znów produkowac ogromne ilości sebum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o tym. Niczego takiego u siebie nie zauważyłam, aktualnie nie używam żadnego kremu ponad tydzień i moja skóra ma się świetnie- nie świeci się, nie tłuści i ma zdrowy blask.

      Usuń