środa, 30 maja 2012

Paznokcie, zestaw marble mania i małe coś...

Nie wiem od czego właściwie zacząć. Zrobiłam sobie chwilę odpoczynku (od 8:00 się uczę) i przy okazji wrzucę ostatnie drobiazgi

Na pierwszy ogień idzie zestaw do paznokci z edycji Marble Mania, znany również pod nazwą Mała Masakra, za 9,99zł.
Gąbeczki? Fajnie, zabiorę się za nie w wolnej chwili. Pędzelek? dobry, chociaż włoski sterczą każdy w inną stronę. No i nieszczęsne patyczki, które rozwarstwiają się i zachęcają do niebezpiecznych zabaw.
Jeszcze nie do końca ogarnęłam ideę marmurkowych paznokci, ale winę zwalam na zbyt gorącą wodę i nieodpowiednie lakiery - co ciekawe, użyłam lakierów colour&go, ale chyba powinnam była kupić te z limitki marble mania. Efekt zabawy? rozwarstwione plamy lakieru w szklance z gorącą wodą. Za chiny nie umiałam ich naciągnąć na paznokieć i poparzyłam sobie niechcący paluszki. Może kiedyś spróbuję inaczej.

Pędzelek przypadł mi do gustu i razem zrobiliśmy to:
Pokeballe namalowane ze średnią dbałością o szczegóły. Liczy się sama chęć!

Z ostatnich zdobyczy mogę pochwalić się tym:
Biały lakier do końcówek miss sporty (szukałam najzwyklejszego, uberbiałego lakieru, dopiero w domu zauważyłam, że jest do końcówek) i walk on air (98) essence

Porównanie z niebieskimi 60 seconds, nie na paznokciach, bo te siedzą w pokeballach.

I na koniec, coś po studencku:
Pizzotosty!
Prosta w przygotowaniu przyjemność na modłę studencką. Do zrobienia potrzebujesz chleba, sosu pomidorowego (keczup+koncentrat+zioła+oliwa, jak proste, to proste), sera, jeszcze trochę ziół (nasypanych drżącą ręką i z wrzuconą zakrętką), wybranych dodatków - u mnie salami, czosnek i cebula - i przedpotopowego tostera. Najlepszy jest taki, który się nie zamyka i przez kilka minut trzeba go trzymać, żeby nie narobił buby. Na gotowe oczywiście przychodzi tona keczupu i mamy pyszny pseudoobiad :D smacznego!



poniedziałek, 28 maja 2012

Avon Dead Sea Minerals

Dzisiaj recenzja serii Avon Dead Sea Minerals. Posiadam z tej serii wszystko, oprócz serum do twarzy.
Na pierwszy ogień idzie krem do rąk.
Cóż. Przyjemna konsystencja, ani za gęsta, ani za bardzo lejąca. Idealna. Ładnie się rozprowadza i szybko się wchłania. Nie pozostawia takiej fałszywej otoczki na dłoni, rzeczywiście nawilża nam skórę dłoni. Jednak nie zrobił żadnego 'łał' w moim przypadku i po dłuższym używaniu stan skóry u mnie się nie zmienił. Sucha jak zwykle. Mimo wszystko dobry krem, polecam spróbować, bowiem ja mam naprawdę suchą i oporną do nawilżenia skórę.

Zdjęcie kremu do stóp zagubiło się gdzieś i nie wróciło. Ma takie samo opakowanie i konsystencję jak poprzednik. Różnica jest w działaniu-nic a nic nie widzę ani nie czuję różnicy. Ponoć znany jest jako 'silny' krem do stóp, jednak równie dobrze mogłabym posmarować sobie stopy dłonią. Z kolei moja mama jest zadowolona z działania. Cóż, znowu odzywa się moja skóra. Coraz częściej zastanawiam się nad zakupem produktów Neutrogeny.


Maseczka do twarzy również ma takie samo opakowanie(łatwo się pomylić, ile razy smarowałam dłonie kremem do stóp!)
Na opakowaniu napisane jest 'mud mask' i cóż, maseczka to rzeczywiście... błotko. Wiecie, takie, jakim się w dzieciństwie bawiło. Miałam pewne opory przed nałożeniem, ale bezpodstawnie. Maseczka oczyszczająca i wygładzająca- i rzeczywiście taka jest. Czuć, jak dogłębnie wnika i oczyszcza. Skóra po niej jest genialna. Używam jej dwa razy w tygodniu i stan mojej cery bardzo się poprawił, a zatkane pory niemalże zniknęły.



Kolejny produkt, z którego jestem bardzo zadowolona, to peeling do ciała. Na zdjęciu jak i w realu wydaje się niepozorny, jednak drobinek jest dużo i trą bardzo dobrze. Nie wydaje mi się jednak, żeby był wydajny, bardzo szkoda. Peeling również ma za zadanie dogłębnie oczyszczać- i to się czuje w trakcie używania. Jest świetny. Jednak u mnie sprawdził się nie na ciele, lecz na twarzy. Powtórzę jeszcze raz- osobom o delikatniejszej cerze nie polecam go do twarzy, natomiast reszcie z takim samym problemem 'skóry nie do zdarcia' na twarz jak najbardziej. Na reszcie ciała po prostu sprawuje się ciutkę gorzej. Peeling idealnie oczyszcza. Używałam go codziennie rano i wieczorem, efekty są niesamowite. W połączeniu z maseczką zdziałał cuda. Polecam zarówno i na twarz, jak i na ciało.


Ostatnim produktem będzie masło do ciała. Fajny słoiczek, będzie potem na pierdółki.


Masło jak masło, masłowate masło z lodówki.
Masło ładnie się rozprowadza i wchłania, jest baaaaaardzo wydajne. Naprawdę BARDZO. Nie zostaje na skórze i nie klei się irytująco przez cały dzień. Jednakże...
Na moją skórę i tak nic nie dał. Była nawilżona dłużej niż przy innych kremach, jednak jej stanu ani trochę się nie polepszył. Szkoda.

Jest jeden jedyny minus całej tej serii.
Zapach.
Jest ostry, wyrazisty i trzyma się cały dzień. Jesli macie mozliwość,przed kupnem powąchajcie. Nie każdemu przypasuje. Mi bardzo przeszkadza, a w cieplejsze dni przyprawia o zawroty głowy. Zostawię sobie tylko peeling i maseczkę, z reszty rezygnuję.

niedziela, 27 maja 2012

Kisiel Frugo w Biedronce

Część z was wie, część pewnie nie. W Biedronkach rzucili trochę nowego towaru, w tym kisiel sygnowany logo Frugo (w cenie 79gr). Ja widziałam cztery smaki, ale zdążyłam kupić tylko trzy - ludzie z mojej okolicy rzucili się na nie, jak wygłodniałe bestie, pozostawiając jedynie pojedyncze paczuszki.



Co do smaku, chyba nie muszę opisywać, bo są w miarę podobne do soków, z tym, że zielony smakuje nieco lepiej niż pierwowzór. 

Jeśli chodzi o Biedronkę, miałam też ochotę na męską koszulkę z Supermanem, ale nie mogłam znaleźć małego rozmiaru. Szkoda, bo koszulki kosztują ok. 20zł i są naprawdę fajne.

Mam za to złą wiadomość dla mieszkanek Rybnika - w Douglasie w galerii Focus Mall nie są już dostępne kosmetyki essence. Nie wiem od jak dawna, bo była to moja pierwsza wizyta w tym mieście od dłuższego czasu, jednak nic straconego - w ten sam dzień zauważyłam szafę essence (niestety, tylko jedną) w drogerii Damiani (drogerie polskie) na rynku :)
Chyba jeszcze bardziej polubię Katowice.


piątek, 25 maja 2012

Wehikuł czasu - Przysmak świętokrzyski :D (+bonusy)

Jakiś czas temu przypomniałam sobie o czymś, co kilkanaście lat temu wywoływało istny kociokwik u mnie i domowników. Szukałam wszędzie, między innymi w Tesco extra... i lipa. Dopiero wczoraj, podczas szybkich zakupów w Delimie niemal wpadłam na regał z tym przysmakiem i musiałam kupić :D

Jak widać na zdjęciu, to chrupki do samodzielnego przyrządzenia. Wrzuca się je na rozgrzany olej i po kilku sekundach kilkukrotnie powiększają swoje rozmiary. Pycha. Jemy je bez żadnych przypraw, tak jak kiedyś. Paczka kosztuje 3,50.

Wczoraj kupiłam kolejną rzecz, która wywołała falę wspomnień:
Chodzi mi oczywiście o plastikowe żyłki, które w pewnym momencie plótł każdy, a szczyt ich popularności przypadał na moją podstawówkę. Nie mogłam się oprzeć i kupiłam też przeuroczy korektor.
Pamiętacie? :D

Odwiedziłam też Rossmann i kupiłam pomadkę:

Kosztuje 3,99zł i jest świetna. Cudownie pachnie i pomimo nieszczególnego nawilżania ust, pozostawia na jakiś czas przyjemne uczucie. Nie podoba mi się jedynie mechanizm wysuwania. Trzeba dobrze ją przytrzymać, żeby pomadka nie wsunęła się z powrotem. W porównaniu ze smackersami to duży minus.


I mały smaczek na koniec - w tvnie leci właśnie Ostry Dyżur z 1998 roku, jeszcze z Clooneyem! Naprawdę, w 2012 roku trzyma mnie tylko mój usyfiony laptop.


sobota, 19 maja 2012

Zakupowe pierdółki

Postanowiłam się odchamić ostatnio. Od pewnego czasu marudzę, że nie kupuję książek, bo nie mam kasy, a jednak, co chwilę kupuję nowe pierdółki, które zebrane do kupy jednak trochę kosztują. Dlatego też, w obliczu nagłego przypływu gotówki, trochę zaszalałam.
 Jako gratis dostałam nowego, herbacianego Tymbarka. Średni.

 Wspomniane wcześniej przez człowieka skurwiela fasolki.
 Jak na złość, w jednym pudełku miałam 6 fasolek o smaku lukrecji :/
Bardzo smakowały mi marakuja, cola, czereśnia (pozdrawiam cię, Dobi) i banana split.

Po powrocie taty czekała na mnie mała niespodzianka :D
ŻELKI
Te czerwone tasiemki po prawej (Trolli) wykrzywiają twarz. Naprawdę! Najbardziej kwaśne spośród wszystkich, które próbowałam. W okrągłym pudełku moje ulubione cegiełki Haribo, obok bananki i kwaśne "frytki".
Mniam.


Przypominam o naszym rozdaniu! Do zgarnięcia fajny zestaw, zawierający wycofane produkty essence. Zgłaszać można się do 25.05 :)


piątek, 18 maja 2012

Tesco - czekolada z kawałkami ciastek

Jej opakowanie od razu wpadło mi w oko. W pierwszej chwili myślałam, że to Studentska! Wygląda zresztą tak "nie-tescowo". Szukałam czekolady, która nie będzie nudna, oklepana i mdła.
Chyba nie spodobała jej się podróż w plecaku...

 Jak widać, ciastek jest naprawdę dużo i kawałki są naprawdę duże i twarde, co sprawia, że trochę trudno ją połamać. Przypominają orzechy.

Ciastka smakują jak te znane, okrągłe ciastka widoczne na opakowaniu, a czekolada sama w sobie jest kremowa, mleczna i słodka. Przypomina nieco Alpen Gold. Dla niektórych może być za słodka, ale dla mnie może być. Jest dowodem na to, że tańsze produkty rodem z Tesco też mogą być przyswajalne :)
cena: 4,99zł/200g
dostępność: Tesco

Moją dietę bezmleczną znowu szlag trafił :/


środa, 16 maja 2012

MNY my varnish (353)

Ta intensywna czerwień zawołała do mnie z półki w Rossmannie. Opakowanie jest urocze, co prawda odkręcana część nie jest kolorowa, jak w przypadku essence, jednak rysunki są słodkie, a cały lakier wygląda bardzo zgrabnie.

 Pędzelek jest raczej cienki, ale bardzo wygodnie się nim maluje, nawet takiemu lakierowemu beztalenciu jak ja. Swoją drogą, całkiem nieźle rysuję i potrafię robić dosyć przyzwoite kreski na oku, jednak ja i lakiery to wielka pomyłka.

Kolor mnie zachwycił. Krycie też jest dobre, wystarczy jedna grubsza warstwa (no, dwie, w ostateczności). Nie wypowiem się jeszcze co do trwałości (chciałam się nim podzielić już teraz :)), ale lakier ma jeszcze jeden plus. Jako osoba bardzo wrażliwa na zapachy, muszę przyznać, że nie śmierdzi aż tak okropnie w porównaniu z innymi lakierami, które posiadam (pozdrawiam was, rimmel 60 seconds...)



Lakiery aktualnie są w rossmannowej promocji i kosztują 8,99zł. Nie jest to najniższa cena jak na studencką kieszeń, ale czuję, że polubimy się na dłużej.

Licznik na blogu nadal wariuje - odwiedzin ogółem jest w tym momencie 2900, a wejść w samym maju ponad 2000, podczas gdy w kwietniu było tego około 500, z czego i tak się cieszyłyśmy. Co powiecie na małe rozdanko z okazji 3000 wejść? Zapraszamy do obserwacji.


wtorek, 15 maja 2012

Mokate Choco Dream- Diavollo

 Dzisiaj coś, co dopadłam na szybko przed autobusem w Lewiatanie za 1.20. Jest to Mokate Choco Dream-wersja Diavollo, z nutą wiśni i chilli.
 Proszek. Fascynujący. Proszę się uważnie przyjrzeć.
Czekoladę należy zalać 150ml gorącej wody bądź mleka. Nienawidzę gorącego mleka, jednak w czekoladzie robię wyjątek- jest po prostu lepsza z mlekiem.
Liczyłam na coś o bardziej gęstej konsystencji, jednak nie jest źle.
Obawiałam się tej 'nuty wiśni' i miałam rację. Uwielbiam wiśnie, jednak w tej czekoladzie dostajemy lekko sztuczny posmak wiśni. Chilli nie wyczułam.
Pomijając sztuczny smak wiśni-czekolada jest niesamowicie słodka. Wiecie, tak słodka, że aż ma sie takie nieprzyjemne uczucie w głębi gardła. Takie wykręcające twarz. Jak się pije drobnymi łyczkami, to tak nie czuć.
Podsumowując: nie polecam. Przeszkadza mi mocna słodkość i przytłaczająca, sztuczna wiśnia. Jest jeszcze wersja z nutą maliny i z nutą pomarańczy. Raczej nie spróbuję. Za tę cenę wolę czekoladę filmy Gellwe, jednak dawno jej już nigdzie nie widziałam : (

sobota, 12 maja 2012

Lakiery

Dziś zapraszam na wycieczkę po mojej skromnej, raczkującej kolekcji lakierów do paznokci.

 Moimi ulubionymi są lakiery z Essence. Obviously. Możecie zauważyć, że tym blogu panuje pewien kult ich kosmetyków. Zasłużenie zresztą! Chyba nie muszę nikomu przedstawiać walorów tych lakierów.
essence 77-in style
Jest to niestety już wycofany produkt. Jednak lakier 38-choose me! ma taki sam kolor,jedynie zawiera w sobie więcej błyszczących i większych drobinek.  Lubię go bardzo. Jednak trzeba go koniecznie nałożyć dwa razy, wtedy widać pełny efekt. Kojarzy mi się z pancerzykiem żuków. Szkoda tylko, że pasuje mi do tak niewielu rzeczy.
 Nie mam pojęcia jaki to numer. Nigdzie nie potrafię znaleźć informacji. Dostałam go gratis do zakupów. Ma przepiękny,brązowy odcień, a w nim zatopione niebieskie drobinki( widać je bardziej na trzonie pędzelka). Mimo moich obaw, wygląda to bardzo efektownie.
 Mój wielbiony, mój ulubiony, mój skarb! *gollum mode* Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Oto lakier 78-blue addicted. Wygląda przepięknie. Odpowiednio nałożony, daje wrażenie nieskończonej głębi. Nie na co dzień. Ale i tak go wielbię i kocham.
 63-think pink. 
Taki sobie róż. Słabo kryje, potrzeba dwóch warstw. Przyjemny dla oka. Ot,taki kaprys.
27- no more drama!
Lakier również wycofany, a szkoda. Piękny lawendowy kolor. Idealnie komponuje się z miętowym z mojej kolekcji. Kocham fiolety, więc wszystkie fioletowe lakiery podobają mi się 'z automatu', ten odcień jednak szczególnie mi się podoba.
 43-where is the party?
Kocham, kocham, kocham! Hipnotyzuje i przyciąga uwagę. Nigdy nie znudzi mi się patrzenie na niego i bawienie się światłem.Typowy kameleonik.
 53-you belong to me.
Długo szukałam idealnej mięty,a tu proszę, essence wyskoczyło z taką niespodzianką. Kolor jest świetny,co tu dużo mówić. Używam go często.
 Lakiery powyżej można dostać w typowych chińskich sklepach w cenie 3-4 zł. Kuszą kolorami, a jakością wcale nie odstraszają. Dobrze kryją,dobrze się nakładają, ładne kolory i przystępna cena. Jedyny minus to odpadający kwadratowy uchwyt. Potem jego brak trochę utrudnia otwieranie, jednak można sobie z tym poradzić(ślady zębów na pierwszym!)
 Rimmel Coral Romance i Peppermint.
Dostałam je w prezencie i chwała obdarzającemu za to. Zakochałam się w nich. Kolory są genialne, pędzelek świetny i rzeczywiście nie zostawia smug.

 A tu już jakieś pojedyncze, zabłąkane sztuki.  Pierwszy to lakier z Miss Sporty, który bardzo lubię i lakiery tej firmy polecam. Trzeci to brąz Sephory i rzeczę: nie warto. Nie za taką cenę. Odpryskuje, ciężko się zmywa i blaknie.
 
 Ten brokatowy Wibo często służy mi jako baza pod wzór galaxy na paznokciach. Sam w sobie również efektownie wygląda.

Tak oto wygląda moja mała kolekcja. Rośnie w siłę. Jeszcze się tutaj zobaczymy.