piątek, 20 kwietnia 2012

Essence Souffle Touch Blush - róż do policzków w musie.


Róż w musie jest tą nowością w szafach essence, na która rzuciłam się bez większego zastanowienia. Oczarowana przez eleganckie pudełko (które, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, jest plastikowe, a nie szklane - jakie wydaje się być na pierwszy rzut oka) wrzuciłam go do koszyka pod wpływem impulsu.
Wśród trzech dostępnych odcieni wybrałam 030 Cold Wildberry, który najbardziej mi odpowiadał.  Niestety, nie po raz pierwszy przekonałam się, że robiąc zakupy nie powinnam kierować się impulsem. Ten kosmetyk jest idealnym dowodem na to, że warto trochę poczekać i zapoznać się z opiniami innych.



Poza bardzo ładnym opakowaniem i dosyć przyjemnym, lekko cytrusowym zapachem ciężko jest dostrzec w tym różu jakieś pozytywne strony. Produkt nakładam palcami, gdyż aplikacja pędzlem jest bardzo niewygodna - więcej różu pozostaje na pędzlu niż zostaje nałożone na twarz.


Mimo iż róż całkiem nieźle wyglądał na ręce, po przyjściu do domu szybko przekonałam się, że efekt na policzkach jest znacznie gorszy. Po nałożeniu pierwszej warstwy róż był praktycznie niewidoczny na twarzy i wymagał kilkukrotnych poprawek. . Co prawda - bardzo trudno z nim przesadzić, a efekt jaki daje jest bardzo naturalny, jednak sposób aplikacji staje się na dłuższą metę irytujący, zwłaszcza, że róż mocno sie rozmazuje i nakłada nierównomiernie. Poza tym roluje się na twarzy - zwłaszcza nakładany na puder. Jedynym rozwiązaniem jest nakładanie go przed przypudrowaniem twarzy. W aplikacji przeszkadza również fakt, że produkt bardzo szybko zasycha. Nie należy też do specjalnie trwałych - na moich policzkach wytrzymuje ok. dwie godziny, po czym schodzi nierównomiernie i w raczej nieestetyczny sposób.

Na pewno nie mogę polecić nikomu tego kosmetyku. Sama nie jestem pewna, czy uda mi się go zużyć. Efekt jaki daje zdecydowanie nie jest wart zabawy z nakładaniem go.

Cena produktu to ok. 12zł za 8ml.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz