niedziela, 1 kwietnia 2012

Efekt Lucyfera


Do profesora Zimbardo mam pewien sentyment. Nie tylko dlatego, że jego podręczniki (o ile można je tak nazwać) są ciekawe i przystępne – również cenowo – dla przeciętnego czytelnika, ale również z powodu książki, którą polecono mi już na samym początku studiów.
Wielu z was pewnie słyszało mniej lub więcej o Stanfordzkim Eksperymencie Więziennym. Projekt, który zakładał, że nie każdy z nas jest tak dobry i przyzwoity jak mu się wydaje, wzbudził wiele kontrowersji i napotkał po drodze kilka przeszkód – na przykład to, że nie został dokończony.
Społeczeństwo kształtuje w nas pewne postawy moralne. Rodzice wpajają różne wartości, nauczyciele wzmagają takie, a nie inne zachowania. Przyjęło się mówić, że ludzie z pewnych warstw społecznych nie zniżają się do znęcania nad innymi, agresji i przemocy. Bujda. Każdy kontekst sytuacyjny ma na nas wpływ, nawet jeśli tylko odgrywamy jakąś rolę.
Eksperyment Zimbardo miał na celu zgromadzenie ochotników-studentów (a więc ludzi inteligentnych, tym bardziej w realiach lat 70-tych) płci męskiej w specjalnie przygotowanym „więzieniu”. Część grupy przydzielona została do roli strażników, pozostali byli więźniami. Aby uwiarygodnić całe zdarzenie, aresztowań dokonywano w domach. Każdy z badanych wiedział, że bierze udział w eksperymencie. Mieli świadomość tego, że spędzą dwa tygodnie w izolacji, która wydawała się być płatnymi wakacjami. Złudzenia szybko jednak odeszły. Dlaczego? Przeczytajcie sami.
Każdemu z nas wydaje się, że to on jest panem swojego losu i nikt nie ma wpływu na nasze zachowanie. Dlaczego więc ulegamy presji otoczenia i sytuacji? Czego potrzeba, aby spokojny, przestrzegający norm człowiek zmienił się w oprawcę? „Efekt Lucyfera” zawiera także obszerny opis sytuacji, jaka rozegrała się w irackim więzieniu Abu Ghraib za sprawą amerykańskich żołnierzy torturujących więźniów dla zabawy.
Kronika utworzonego przez Zimbardo więzienia jest interesująca nie tylko pod względem zachowania osób badanych, ale i samych badaczy. Przemyślenia samego autora wskazują, że on również dał się omotać całej sytuacji i kontynuowałby tę niebezpieczną grę, gdyby nie pewien „niespodziewany zwrot akcji” ze strony jednego z członków zespołu… Warto sięgnąć po tę pozycję, nawet jeśli nie jest się „człowiekiem z branży”. Nie ma tu psychologiczno-naukowych smętów, a gdy już wciągnie, można czytać bez przerw.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz