sobota, 21 kwietnia 2012

Cienie essence

Od dłuższego czasu chodziła za mną paletka cieni. Coś małego, w przystępnej cenie. Padło na sun club z essence. Czy słusznie? Mam mieszane uczucia.

Zacznijmy od tego, że cienie są naprawdę słabo napigmentowane. Na zdjęciu są nałożone na bazę, w dodatku przecierane kilka razy. Do zestawu dołączona jest pędzelkopacynka. Cienie są bardzo suche i przy nakładaniu pędzelkiem mocno się obsypują.
1. Błękit, którego trochę się boję. Taki kolor kojarzy mi się bazarkowo. Na szczęście nie jest zbyt mocny, więc może coś wymyślę.
2. Moje największe rozczarowanie jeśli chodzi o tę paletkę. Myślałam, że będzie to coś na kształt granatu, który podkreśli kolor moich oczu, ale nie różni się zbytnio od koloru numer 1.
3. Ładny, złotawy odcień i w zasadzie tyle. Nie porywa, ale ładnie komponuje się z brązami.
4. Zielonkawy, którego też nie będę często używać, bo mam zielone oczy :)
5. Brąz, przechodzący lekko w rudawy. Jeden z ładniejszych.
6. Mój faworyt tej paletki. Pomimo drobinek widocznych w cieniu, po nałożeniu jest niemal zupełnie matowy.
7 i 8 - bardzo do siebie podobne, perłowe beże, w sam raz do rozświetlenia innych odcieni.

Co do trwałości, nie wypowiem się, bo dotychczas tylko je testowałam i nie nosiłam dłużej. Nie zamierzam też nakładać ich bez bazy, bo są średniej jakości. Ogólnie oceniam ją na plus, za brązy i za to, że nie przytłaczają. Paletka kosztuje ok. 12-13zł.

Dla porównania cienie, które kupiłam wcześniej i z których jestem bardzo zadowolona:


Powyżej porównanie z zestawem do smokey eyes, którego lipny liner pokazywałam tu.
Cienie z zestawu quattro są dobrze napigmentowane i o wiele lepiej kryjące niż te z paletki sun club. Jest jedno ale - nie są matowe :( pod tym względem cień z zestawu smokey eyes jest idealny. Bardziej fioletowy od już ładnego fioletu i nie świeci się jak choinka. Na zdjęciu również felerny liner.

Na następny raz może inglot? ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz