sobota, 31 marca 2012

Czekolada Wedel mleczna o smaku jabłka i cynamonu

Podczas wspomnianych już słodyczowych zakupów do mojego koszyka trafiła limitowana wedlowska czekolada o smaku jabłka i cynamonu. Małe zdziwko, bo już wiosna, a smak i wygląd czekolady typowo zimowy. Może się nie sprawdziła i leży na półce? Ja jednak się skusiłam.
Przyznam, że jeszcze kilka lat temu czekolady Wedel były moim zdaniem okropne. Zbyt twarde, mało słodkie, a nadzienia wydzielały cuchnącą woń spirytusu (i tak też smakowały). Całkiem niedawno, chyba w okresie zmiany opakowań, ranga tych czekolad wzrosła z "ubogich krewnych" do całkiem groźnych rywali na rynku słodkości. Do Milki nadal im daleko, ale postęp jest.
Po otwarciu czuć wyraźny aromat cynamonu i widać, że ciasteczek jest całkiem sporo. Czekolada jest słodka (dla niektórych pewnie za bardzo), mocno cynamonowa i chrupiąca, za sprawą ciasteczek. Gdzieniegdzie można trafić na "cząstki jabłka", a raczej żelki (?) o podobnym smaku, jednak jest ich zdecydowanie za mało. Szkoda, bo przypominają trochę żelki w mojej ukochanej Studentskiej.
Krótko mówiąc, jest dobra, ale w małych ilościach. Ma zdecydowany, słodko-cynamonowy smak, więc nie polecam zjedzenia połowy naraz, chyba, że chcecie zwrócić ;)
Dobra opcja, jeśli chodzi o delektowanie się czekoladą, czy poszukiwanie nowych smaków.
Ja zapłaciłam za nią 3,99zł w osiedlowych delikatesach. Cena może się różnić w zależności od sklepu.
Czy kupię ponownie? Raczej nie. Czekolada jest ciekawą nowością, którą warto spróbować, jednak smak może łatwo się przejeść - właśnie dlatego jest to edycja limitowana.


piątek, 30 marca 2012

Kopalnioki i szkloki

Jako lokalna patriotka (i przy okazji istota wielbiąca wszelkie spożywcze ciekawostki) już jakiś czas temu wpadłam na kopalnioki - cukierki rodem ze Śląska. Dzisiaj zakupiłam inne cukierki z tej serii, Szkloki rabarbarowe.





W domu znalazłam jeszcze kilka kopalnioków

Kopalnioki mają mentolowo-anyżkowy smak, który nie każdemu pasuje. Mnie akurat zasmakowały :) Z kolei szkloki (znane na Śląsku od lat) to landrynkowopodobne cukierki owocowe.
Nie wiem jak smakuje rabarbar, ale szkloki, zgodnie z zapowiedzią producenta, smakują jak pyszny kompot owocowy. Najpierw kwaśne, później słodkawe. Przypominają odrobinę agrest.
Nie mogę się od nich oderwać.
Cukierki kosztują 3-4zł w zależności od miejsca. Dostępne są w różnych sklepach, nie tylko na Śląsku ;)

Odnośnie koloru kopalnioków i żartów koleżanki Człowiek Skurwiel, która utrzymuje, że Ślązacy jedzą węgiel - to prawda!



powiększ zdjęcie, żeby zobaczyć, co dobrego kryje się w składzie tych łakoci :D

Docelowym miejscem dzisiejszych zakupów był lokalny lumpeks, jednak całą kasę przepuściłam na słodycze. Spodziewajcie się jedzeniowych notek.


czwartek, 29 marca 2012

Essence nail art special effect topper (matujący)

Dzisiaj przeprowadziłam akcję poszukiwawczą, która zakończyła się sukcesem. Jeszcze wczoraj uboga szafa Essence w katowickim Douglasie nie oferowała niczego szczególnie kuszącego, ale panie zapewne wypakowały nową dostawę. Mają jeszcze starą kolekcję, swoją drogą. Nowa ma pojawić się w kwietniu, co jest dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że w innym mieście (też w Douglasie) już tydzień temu widziałam nowości.
Mój dzisiejszy zakup to matujący topper (07 - soft touch) z serii special effect. Kosztował 7,99zł
Przetestowałam go (na szybko) na kilku odcieniach z mojej ubogiej kolekcji (dla porównania zerknij na post Czochera o lakierach :P)
od lewej: sweet as candy, very berry, no more drama, reach peach - stan "surowy" bez matu.
Lakiery H&Mowe też się załapały. Seria summer nails:




Po nałożeniu toppera paznokcie niemal natychmiast ładnie się zmatowiły, zyskując lekko satynowy wygląd. Musiałam jednak odczekać, żeby twardość "dogoniła" wygląd. Od razu po nałożeniu top tworzył dosyć miękką warstwę, jednak po paru minutach efekt jest świetny...



...w przypadku lakierów essence. Moimi faworytami są tutaj serdeczny i środkowy. Wyobrażam sobie, jak pięknie by wyglądały z ogarniętymi skórkami :)
Niestety, lakiery H&M trochę mnie zawiodły.



Może to wina tego, że posiadam je od dłuższego czasu, a może po prostu nie nadają się do tego typu eksperymentów. Albo zwyczajnie nie mogą stać obok essence. Nie to krycie, nie ten pędzelek. Kolory są jednak urocze. Bez matu.
Żeby było śmieszniej, paznokcie obu dłoni potraktowałam topperem w tym samym czasie i od razu zasiadłam do komputera. Rezultat? Paznokcie z essence są w idealnym stanie, zaś z paznokci H&Mowych lakier zdarł się i podwinął ;)

Ogólnie jestem zadowolona z efektu. Ważne jest to, żeby dobrać pasujący kolor i rodzaj lakieru.
Kusi mnie jakaś paletka cieni. Wyczuwam kolejny odpływ gotówki i zanik mózgu.



niedziela, 25 marca 2012

Krem BB Garnier




Krem ten był moim pierwszym kosmetykiem tego typu. Do zakupu zachęciły mnie dwie rzeczy: dobre opinie znajomych oraz promocja w Rossmannie. W związku z tym, że poszukiwałam czegoś lekkiego jako "zamiennika" podkładu, zdecydowałam się na zakup.

Krem jest łatwo dostępny i stosunkowo niedrogi, co zdecydowanie świadczy na jego korzyść. Można dostać go zarówno w drogeriach jak i w supermarketach, a jego cena nie przekracza zazwyczaj 20zł.


Nie podkreśla suchych skórek, jednak po jego użyciu kremu skóra niemiłosiernie się świeci. Wygląda wręcz na przetłuszczoną. Użycie pudru jest niezbędne.

Zdecydowanym minusem jest mały wybór odcieni. Produkt dostępny jest w dwóch odcieniach. Ja posiadam odcień jasny i mimo, że nie moja cera nie należy do bardzo jasnych wydaje mi się on odrobinę za ciemny. Krem po pewnym czasie ciemnieje na skórze.

 Krycie kremu określiłabym jako słabe. Dla osób potrzebujących dużego krycia zdecydowanie będzie to minusem. Osobiście nie potrzebuję dużego krycia, w ostatnim czasie moja cera jest raczej w niezłym stanie. Krem dosyć dobrze ujednolica koloryt cery i nie pozostawił na mojej twarzy smug.

 Krem nie utrzymuje się długo na skórze, nawet po użyciu pudru. Po niecałych czterech godzinach ściera się.

Podsumowując:
+dostępność i cena
+aplikacja
+zapach
+nawilżenie
+nie podkreśla suchych skórek
+ujednolica koloryt
+/- średnie krycie
-powoduje mocne świecenie się skóry
-mały wybór odcieni
-ciemnieje

sobota, 24 marca 2012

Promocja essence (3 w cenie 2) w Douglasach

W końcu do Douglasów zawitał nowy asortyment essence, a co za tym idzie - wyprzedaż wycofywanych artykułów. Z pudełka przy kasie wołały perełki (eyeliner w żelu) i paskudy, które nie cieszyły się powodzeniem (lakiery w odcieniach brązów, które za bardzo przypominały... no). Zasady są proste - wybierasz 3 produkty z pudełka, a najtańszy dostaniesz gratis. Ceny produktów pozostały bez zmian.
Ja skusiłam się na wspomniany liner, zachwalany przez wszystkich odcień 03 - Berlin rocks, czarny pisak do paznokci i pomadkę dla koleżanki.
Na zdjęciu jest również wycofywany lakier 41 very berry, który kupiłam wcześniej w Naturze (zapowiadana wyprzedaż po 3,99).
Jeśli chodzi o lakier, nie mam się do czego przyczepić. Jest ładny, jak większość kolorów z serii i nie posiada żadnych drobinek. Nie wiem dlaczego go wycofują. Może przez zbyt duże podobieństwo do innych różowawych odcieni?
Z dzisiejszych zakupów najgorszym wyborem był pisak. Nie wiem jak u innych, ale mój egzemplarz to najzwyklejszy bubel. Może w przyszłości (jasne...) wykonam kolejne podejście.



Po otwarciu pisak jest biały. Instrukcja mówi, żeby potrząsnąć i mocno przycisnąć końcówkę do paznokcia. Nie zadziałało. Dopiero rozkręcenie sprawiło, że pisak nabrał trochę tuszu/lakieru/cokolwiek tam jest. Trzy kreski na paznokciu zostały narysowane bokiem, bo przyciskanie końcówki do powierzchni paznokcia zdarło mi lakier. Mogłam pomalować paznokcie jakimś top coatem, ale wątpię, żeby była jakaś różnica - nie pasuje mi aplikacja i już.Tuż po narysowaniu widocznych kresek testowych (za grubych), pisak zrobił "bach" i wypuścił kilka dużych kropli. Boję się go ponownie otworzyć. Na pewno wybuchnie :)
Krótko mówiąc, źle trafiłam.

Na deser polecany wszędzie liner w żelu. Nie sądziłam, że aż tak mi się spodoba.
Małe porównanie z zestawem smokey eyes 03 - purple maniac, w którym "liner" jest raczej lipny.

Na zdjęciu nie widać różnicy. Kreska po lewej to Berlin rocks, po prawej liner z zestawu. Żelowy łatwiej się nakłada, jest bardziej miękki (pędzelek wchodzi w niego jak w masło) i już jedna warstwa daje piękny, intensywny kolor. Ten z zestawu ma gorszą konsystencję (trzeba go najpierw nieco rozmieszać), gorzej kryje i tworzy grudki. Zestawu jednak nie wyrzucę. Podoba mi się cień.
Wspominałam już, że kolor jest obłędny? :D To mój pierwszy liner tego typu. Aplikacja nie sprawiła problemów, chociaż jestem kreskowym beztalenciem.



piątek, 16 marca 2012

Rimmel lasting finish & herbatka

Jakiś czas temu nabyłam szminkę Rimmel lasting finish, odcień Alarm (170). Marki chyba nie trzeba specjalnie reklamować. Szminka ma bardzo ładne opakowanie, a po otwarciu powiedziałam w myślach "kłi kłi" ^^





Niby nie pachnie, ale czuję jakiś taki "aromat dobrej jakości". Wiecie co mam na myśli.
Jest to moja pierwsza szminka o tak intensywnym odcieniu - przy aplikacji było małe zdziwko, kiedy po raz któryś wyjechałam :| sierota.
 Wrażenia po nałożeniu na usta? Przyjemnie, kremowo. Nie sądziłam też, że szminka będzie tak trwała (pomimo nazwy). Na moich ustach wytrzymała jakieś 5 godzin i przetrwała spożywanie pokarmów :)
To małe cudo kosztuje 16,99zł (trochę sporo jak na studencką kieszeń), ale jest warte swojej ceny. Dostępne m.in. w Rossmannie - uważajcie na burdel w szafach i sprawdźcie koniecznie, czy wasz kosmetyk nie jest nadłamany, nadgryziony itd.


Fotka jest wspomnieniem chłodnych poranków w moim domu.

Nawiązując do poranków w domu, chciałabym polecić herbatę, lekko przerobioną na mój sposób :)
Nie lubię czarnych herbat, nawet tych aromatyzowanych. Nie kręci mnie sam zapach dodany do czegoś, co nie odpowiada moim kubkom smakowym. Tak też myślałam, gdy dostałam torebkę tej herbaty od koleżanki.

Kuszący zapach wanilii zainspirował mnie do przerobienia herbaty na małą rozpustę. "A może... bawarka?"
Pomysł nie jest oryginalny, ale smaczny. Herbatę zalej wrzątkiem do połowy kubka, nie więcej. Parz tak długo jak lubisz. Ja nie stosuję się do instrukcji i trzymam bardzo krótko.
Dopełnij mlekiem i mieszaj w trakcie. Jak na złość, moje mleko ten jeden raz postanowiło zrobić na powierzchni kożuch, serek, nazwijcie to jak chcecie. Koniecznie mieszajcie.
Do przygotowanej herbaty dodajcie łyżkę miodu.
Mniam :D





Warszawa, Warsaw, Warschau,Varsovie

 Na początek wypadałoby się przedstawić,chociaż dość już o mnie, porozmawiajmy o stolicy!
Wiele osób twierdzi, że jest nieurokliwa, wręcz brzydka, ludzie to buraki a ogólne wrażenie jest raczej niezbyt ciekawe. Jednakże moim hipsterskim i liczącym się zdaniem (:D) jest w Warszawie coś, czego niewątpliwie nie ma w innych polskich miastach, i nie mam tu na myśli nawet muzeum Powstania Warszawskiego które jest zajebiste, ale klimat. Przypominając sobie go teraz opisałabym go jako surowy i rześki a przynajmniej na starym mieście i w okolicach.
A więc byłam w opisywanym miejscu wczoraj. Najpierw we wspomnianym muzeum Powstania, potem w zamku królewskim, a na koniec w muzeum literatury,gdzie jakaś miła pani opowiadała nam o życiu Mickiewicza i przyznam, że dowiedziałam się rzeczy o których wcześniej nie wiedziałam. Dodatkowo pani opowiadała ciekawie,tak więc jak najbardziej punkt wycieczki(jak wszystkie zresztą) udany.
Zdjęcia!
strajk pszczelarzy musiał zostać uwieczniony

 zamek królewski



nie mogło zabraknąć zdjęć z najważniejszej części wycieczki 



stare miasto, stare miasto, nananannana...







tschus :)