niedziela, 30 grudnia 2012

Mamy zwycięzcę :)

Dzisiaj minął czas przesyłania prac na konkurs, w którym można było wygrać to:

Bardzo dziękujemy i doceniamy wszystkie zgłoszenia. Były to zarówno zgłoszenia pisemne, jak i graficzne :)
Zwycięzcą konkursu zostaje Moniquense, a to jej sposoby na zaoszczędzenie pieniędzy:

(Na początek Monika proponuje nastrojową muzykę.
Tak więc odpalamy i czytamy. Rysunki są dziełem autorki poradnika.)

Jak zaoszczędzić pieniądze: Wiedza tajemna w 5 krokach
1. Jako rzekł Supermężczyzna...
… aby zaoszczędzić, nie wydawaj pieniędzy. 
To niewątpliwie mądre i głębokie stwierdzenie właściwie mogłoby zakończyć niniejszy poradnik, jednak autorka – jako studentka – zna doskonale trud związany z próbą praktycznego wykorzystania rady i pochylając się nad męską mądrością zdradzi jeszcze parę marnych, niewiele znaczących sposobów…

2. Kup przecudną skarbonkę



Porządna skarbonka - najlepiej taka bez wyjmowanego denka i otworem na tyle szerokim, żeby wcisnęły się pieniądze, leczy przy tym tak wąskim, aby nie dało się wcisnąć pilnika do paznokci/nożyka czy też innych narzędzi finansowych zbrodni. Słodka świnka czy też żabka skutecznie zryje Ci mózg, zmuszając do karmienia drobnymi. Rodzicom autorki udało się kiedyś uzbierać w takiej skarbonce parę stów. Autorce udało się kiedyś uzbierać sześć złotych na lakier do paznokci.

3. Wybierz się na zakupy z mężczyzną
Sportowy horror - najlepiej, jeśli wybrany przez nas mężczyzna nie do końca wie, co konkretnie chce kupić, a my mamy na nogach koszmarnie niewygodne buty, np. na ultrawysokich obcasach. Z zakupowych ciągot skutecznie leczy poszukiwanie idealnej koszulki kolarskiej, szczególnie jeśli trzy razy należy odwiedzić w tym celu każdy ze sklepów sportowych na różnych krańcach ogromnego centrum handlowego. Przygotowujecie się do imprezy i godzinę temu minęliście z pięć razy stoisko z czipsami i piwem? Spokojnie, o tym, że ma na nie ochotę, towarzyszący Wam samiec przypomni sobie po drugiej stronie TESCO wielkości małej wsi.

4. Zaszyj się w głuszy
Puszcza bez internetu - to rozwiązanie polecane jest szczególnie osobom nielubiącym zbytnio ludzi. W każdej porządnej głuszy brak jest internetu z kuszącymi portalami aukcyjnymi, nie uraczymy tam też żadnego podstępnego Lidla czyhającego na nasze zasoby finansowe. No i te wszystkie darmowe jagódki i grzybki…

5. Umrzyj (wersja hardkorowa)
Porada ostateczna - cóż tu dużo ukrywać – wybrawszy się na drugą stronę, obojętnie gdzie wylądujemy, pieniędzy raczej nie wydamy, ani też nie będziemy potrzebować. Wszystkie koszty ponoszą inni, a robaki zeżrą nas za darmo. Metoda jest jednak dosyć mhroczna i nie została osobiście wypróbowana przez autorkę.

Na koniec - Nie ma się co łudzić. Wszystkie poradniki o oszczędzaniu, włącznie z tym, można pokazywać małym dzieciom jako bajki do poduszki – w końcu kto nie lubi od czasu do czasu stać się posiadaczem nowego lakieru do paznokci czy też maleńkiego chociaż zestawu LEGO? ;)

Gratulujemy!


wtorek, 25 grudnia 2012

Świątecznie-przypominajkowo

Już święta! A dopiero niedawno rozpoczęłyśmy akcję "coraz bliżej święta" (którą tak nawiasem w ostatnich dniach trochę olałyśmy).

Korzystając z okazji, chciałabym w imieniu całej ekipy złożyć Wam życzenia zdrowych, spokojnych Świąt, pracującym relaksu w tych dwóch dniach, uczącym się udanych prawie-ferii :D


Jednocześnie przypominam o naszym zimowym konkursie, w którym wygrać można kosmetyki z limitowanek essence i nie tylko :D
Macie czas do niedzieli, 30 grudnia. Czasu jeszcze trochę zostało, zapraszam!

wtorek, 11 grudnia 2012

Czocherowe zakupy okołomikołajkowe



Dawno mnie tu nie było, oj dawno.
No cóż, okres zimowy nie jest dla mnie najłaskawszy, jako, że jak przystało na dzielną studentkę spędzam sześć dni w tygodniu na uczelni i w szkole i wracam z nich najwcześniej o 18, nie mam możliwości zrobienia jakichkolwiek zdjęć do notki. Ale dzisiaj, z powodu mikołajek i z powodu tego, że pierwszy raz mam dostatecznie dużo energii, żeby po powrocie do domu zrobić cokolwiek poza rzuceniem się jak kamień na łóżko, postanowiłam ostatnie swoje ulubione zakupy 'obzdjęciować' i wrzucić tutaj. Było tego oczywiście więcej (jestem beznadziejna w oszczędzaniu), ale nie wszystko chce mi się fotografować, poza tym z "większych" rzeczy byłoby to tylko kilka książek i torba podróżna, reszta to nieistotne dupsy. Uznajmy, że to moje mikołajkowe prezenty ode mnie dla mnie (*forever alone*) i toże od moich rodziców dla mnie. ZACZNIJMY!



Nie mam na tyle silnej woli by oprzeć się jakimkolwiek promocjom, zwłaszcza tej -40% na kolorówkę, która jakiś czas temu była w Rossmannie. Postanowiłam nie szaleć i kupiłam tylko podkład i korektor, na które od dawna czatowałam, a które są mi ostatnio niezbędne, jako, że moja cera nie popiera mojego stylu życia. O ile z podkładu jestem strasznie, strasznie zadowolona, o tyle korektor srogo mnie rozczarował. Ale o tym może innym razem.

Kupiłam też krem do rąk, zazwyczaj olewam istnienie na mojej zakupowej liście takich pierdów, ale ten jest moim tegorocznym ulubieńcem. Jest to krem do rąk z Czterech Pór Roku, zimowy, który wręcz przecudnie pachnie żurawiną i którym namiętnie się ciapciam.

No i po długich, długich rozyślaniach zdecydowałam się na paletkę cieni z ostatniej limitowanki Catrice. O ile ciemniejsze kolory zastosowałam jedynie może ze dwa razy przy okazji wieczornego wyjścia (kiedy a) chciało mi się wyjść i b) chciało mi się malować, co łącznie występuje niezwykle rzadko), o tyle najjaśniejszy stał się stałym bywalcem mojego codziennego makijażu.



Porzucając kosmetyki  przechodząc w bardziej czocherowe klimaty, nakusiłam moją mamę, żeby kupiła mi zestaw herbat. Z Teekanne. W środku znajduję się sześć takich oto owocowych herbatek. Spróbowałam dwie. Średnio z nich jestem zadowolona. Ale o tym innym razem, w poście typowo herbacianym, jak już wypróbuję wszystkie. 

No i na koniec mój ulubiony z prezentów od mojej mamy. Byłyśmy w sklepie i szukałyśmy prezentów dla najmłodszej części rodziny, gdy moja mama ze sterty pudełek puzzli wyciągnęła jedno ze słowami "nie masz tego czasem na koszulce?". Owszem mam. I gdy tylko zobaczyłam co trzyma w rękach zdecydowałam że i na  puzzlach muszę to mieć. 


Na koniec otrzymałam również prezent świąteczny. A było to tak:
Na uczelni poszłam do łazienki i nagle z kieszeni wypadły mi pieniądze. Postanowiłam je podnieść i jednocześnie zawiązać buta... szkoda, że nie zauważyłam śmietnika. Uderzyłam z całego rozpędu okiem w kant śmietnika  dorabiając się ślicznego siniaka i tłukąc okulary. Może nie tyle się stłukły co raczej szkło mi wypadło. W piątek pojechałam do optyka, a jako, że poza wypadniętym szkłem okulary były i tak w totalnej rozsypce a ja miałam receptę na silniejsze szkła rodzice zdecydowali mi kupić nowe oprawki w ramach prezentu świątecznego. Po długich rozważaniach mój tata, który zdecydowanie chciał już iść coś zjeść rzucił po prostu "kup te różowe i chodźmy". Mimo protestów mojej mamy ("różowe? jesteś nienormalna?") kupiłam je, bo też byłam głodna i chciałam iść. Mam dziwną głowę (i  jeszcze dziwniejszą twarz) i mało które okulary mi pasują. Te przynajmniej pasują mi do ipoda. 


i to tyle na dziś. Dobranoc!



piątek, 7 grudnia 2012

Dostałam paczkę :D

Dobry!
Jeśli śledzicie bloga Redhead, pewnie wiecie o konkursie, który zorganizowała wraz z marką Original Source (spoiler: wygrałam :>). Konkurs polegał na graficznym przedstawieniu jesiennych aktywności, które mają przeciwdziałać rutynie. Moja pierwsza myśl: "eeee, i tak nie wygram...". Pokonałam jednak wewnętrznego lenia i postawiłam na rysunek bardzo w moim stylu - kolorowy, ale prosty i przekazujący wprost, co autor miał na myśli. Nie będę szczegółowo opisywać poszczególnych obrazków (niektóre z tych rzeczy znacie już z Marchew oszczędniej). 
Jakie było moje zdziwienie, gdy moja praca została wyróżniona wśród innych (głównie zdjęć), a później wygrała ; o Zwłaszcza, że inne prace bardzo mi się podobały.
Wniosek jest prosty: wierzcie w swoje umiejętności, czy szczęście, bo zawsze warto próbować :D

To moje nagrody:

  • 2 pełnowymiarowe żele Original Source (śliwka i syrop klonowy oraz pomarańcza i lukrecja) - pachną tak cudownie zimowo! Nie cierpię smaku lukrecji, ale zapach jest przepiękny. W dodatku te sweterkowe opakowania <3
  • 4 próbki żeli z regularnej oferty
  • materiałowy plecak :D
  • uroczy pendrive 8gb

Zaskoczyło mnie to, jak szybko dostałam paczkę. Fakt, mieszkamy w tym samym województwie, jednak nie wierzyłam w możliwości Poczty Polskiej :P

Korzystając z okazji, chciałam jeszcze raz zaprosić was do udziału w moim konkursie :)
Każdy może spróbować swoich sił i niespodziewanie wygrać, tak jak ja :D
Szczegóły TUTAJ.

środa, 5 grudnia 2012

Jacobs Oreo i Milka&Daim

Ostatnio zakupiłam dwie rzeczy, którymi chciałabym się podzielić.
Trafiłam na cappuccino Jacobs z Oreo. Tak przynajmniej sugerowało opakowanie, jednak było ono otwarte i wystawały z niego takie oto saszetki, które można było kupić pojedynczo.

 W domu pogooglowałam i nawet zwykłe cappuccino Jacobsa ma bardziej dizajnerskie saszetki. Może jednak nie zrobiono mnie w balona i dobroci, które idą na eksport do Europy wschodniej mają po prostu brzydsze opakowania?
 Obiecane maleńskie ciasteczka Oreo były. Tzn było. JEDNO, na samym dnie kubka. Czyli jednak mam dobry towar. Poza tym proszek przyjemnie pachnie mleczną masą - jak Oreo.
 Pianka wynagradza mi ciasteczkowe rozczarowania. Jest jej dużo i jest nieco gęstsza niż w tańszych odpowiednikach. Poza tym jest pyszna. Sama kawa też mi smakowała, choć kawoszem nie jestem. Delikatna w smaku, który nie jest zbyt kawowy, a bardziej mleczny, jakby nieco czekoladowy.
Za saszetkę dałam 2zł. Bardzo dobre, ale oczekiwałam większego "łał".

Drugim zakupem jest Milka z Daimem, z pewnością popularniejsza niż ta z Oreo, czy Tuc.
 Wystające karmelki, mniam.
To jedna z tych rzeczy, które za granicą są znane od lat, a u nas są stosunkową nowością. Jak łatwo przewidzieć, słodka i pyszna czekolada w połączeniu z twardymi kawałkami karmelu, które można sobie później pochrupać (a skutkiem tego dostawać cholery, gdy wejdą między zęby). Właśnie genialnie pomyślałam, że fajnie by było, gdyby Milka wprowadziła czekoladę z miękkim karmelem... No hej :)


Produkty z dzisiejszej notki dobrze wpasują się w zawartość paczki, którą szykuję dla kuzyna-czekoladożercy. Znajdę jeszcze kilka smacznych skarbów i zrobię wam ultra-smaka :D

piątek, 30 listopada 2012

Małe ubraniowe zakupy :)

Z początku wzbraniałam się przed wrzucaniem tu ubrań. W końcu to nie blog szafiarski (nie oszukujmy się, ubrania nigdy specjalnie mnie nie zachwycały). Ostatnio jednak troszkę na nie wydałam, a to już bardzo nawiązuje do tytułu i tematyki bloga :D

Na początek dwie rzeczy, które przywiozłam z outletu, szumnie zwanego Fashion House.
 Zielone spodnie (Vero Moda, 39zł). Wolałam uniknąć ujęcia typu "jestem emo i robię artystyczne, niezrozumiałe zdjęcia z góry"

Za duża koszulka (<3 19,90) z Silesia Jeans (profeszynal nazwa) 


W ostatnich dniach dorwałam jeszcze sukienkę na wyprzedaży (Quiosque, ok. 40zł)
 zdjęcie A: dla koloru (pomińcie wygląd worka)
zdjęcie B: bo chciałam wam pokazać jej kształt (i kafelki w łazience, bo mieszkam pod ziemią i tylko w tym pomieszczeniu jest światło)
Muszę skombinować do niej jakiś szerszy pasek...

Zauważyłam, że najbardziej derpuję na pozowanych zdjęciach. Też tak macie?

Natrętnie przypominam też o konkursie - link w pasku po prawej :D

środa, 28 listopada 2012

Konkurs - aktualizacja

W związku z małą ilością zgłoszeń zdecydowałam się przesunąć rozstrzygnięcie konkursu. Przepraszam uczestniczki za zmianę planów, ale paczka na pewno do kogoś trafi!
No właśnie. Paczka. Poczta wkracza właśnie w najbardziej pracowity okres. W związku z tym proponuję ogłoszenie werdyktu pod koniec grudnia, dokładniej 30.12. Jeśli wyślę nagrodę kilka dni później, powinna dotrzeć bez zbędnych opóźnień ;)

A zatem zapraszam do zgłaszania się, szczegóły w notce konkursowej.
Nagrody są atrakcyjne (i w dużej mierze już niedostępne w sklepach *mruga*), a na wymyślenie zgłoszenia macie caaały miesiąc :D Nie wspomnę już o tym, że przy małej ilości prac masz większą szansę na wygraną ;)

Dziękuję za uwagę,





która właśnie płacze nad książkami ;(

sobota, 24 listopada 2012

Informacyjnie: playlista


Jak pewnie widzicie, obiecana playlista powędrowała na zaszczytne miejsce u góry. Mnie nie pytajcie jak dodać do niej piosenki, podejrzewam jednak, że "publiczna" oznacza po prostu to, że wszyscy możecie jej posłuchać. Propozycje piosenek prosimy składać u Dobi, która nią zarządza :)
Dużym plusem osadzania list z youtube'a jest możliwość samodzielnego włączenia muzyki. Nie cierpię sytuacji, kiedy wchodzę na jakąś stronę lub bloga i niemal dostaję zawału, gdy z głośników rozlega się nagłe jebududup. Nasza lista jest co prawda sympatyczna i świąteczna, jednak macie prawo wyboru :)

czwartek, 22 listopada 2012

Milka&Tuc + zakupy

Dzisiaj, z okazji czterdziestoprocentowej obniżki w Rossmannie i dwudziestoprocentowej w Douglasie (z tej drugiej nie skorzystałam) wybrałam się na zakupy :)
Moje łupy: szminka Rimmel lasting finish by Kate, podkład Maybelline Affinitone 24h, Milka z krakersami Tuc i nowy tomik Ourana. Dodatkowo załączam kupiony niedawno puder z Claire's, który nadal czeka na test.

Jako pierwsza z tej gromadki wystąpi Milka, której istnienie kompletnie mnie zaskoczyło.
 No bo jak to? Niewiarygodnie słodka Milka i słone krakersy? Pamiętam Milkę z chilli, którą jadłam kilka lat temu. Od tego czasu myślałam, że każde nietypowe połączenie w wykonaniu Milki będzie pozytywnym zaskoczeniem...
 Skład dla frankofonów i zgermanizowanych
 Tył
Przód.

Pierwszy zarzut: beznadziejnie się łamie. Nierówno, raz przy krakersie, raz z zostawionym paskiem. Wiem, pierdoła, ale moje jedzenie, chociaż nie musi zachęcać wyglądem, musi być równiutkie, schludnie podane, itd (OCD mode on). Sterczące nitki makaronu muszę zawinąć do wewnątrz, plamkę sosu lubię sobie zetrzeć, a kostki czekolady mają być równo połamane. Nie, nie chcę o tym porozmawiać. O, jeszcze pulpeciki lubię równej wielkości :D
Uwielbiam Milkę. Nie wiem, czy to przez dodatek mielonych orzechów, słodycz, czy cokolwiek, co sprawia, że jest cudowną przyjemnością. Lubię też krakersy, również Tuc. A jeśli obserwujecie bloga od dłuższego czasu, pewnie wiecie też, że uwielbiam niecodzienne połączenia smakowe.
Ta czekolada nie zdała egzaminu. Moi rodzice uznali ją za obrzydliwą. Ja byłam w stanie zjeść ją do końca, ale pamiętajcie, że mam niezwykłą tolerancję jedzeniową (pomijając mleko i mleczne lody, ale skręt kiszek nie wybiera). Dałam radę, ale nie zasmakowała. Owszem, smak Milki dominował, jednak gdzieś pomiędzy przebijała się sól. Gdyby krakersy nie były solone, może byłoby lepiej (chociaż wtedy może byłaby mdła?). Odnoszę wrażenie, że to czekolada, którą można pokochać lub znienawidzić :P Myślę jednak, że wróciłabym do niej w chwili desperacji lub nagłych dziwnych zachcianek jedzeniowych (jestem w dwudziestoletniej ciąży, urodzę Yeti).
Nie znam niemieckiego, ale wydaje mi się, że z tyłu opakowania widnieje informacja o istnieniu wersji z ciasteczkami Lu. Chętnie spróbuję, jeśli zobaczę.
dostępność: zagranica, stoiska ze sprowadzanymi słodyczami
cena: ja swoją kupiłam tradycyjnie za 4zł

Próbowałyście? Skusiłybyście się na takie połączenie?


Natrętnie przypominam o naszym konkursie. Zdjęcie w pasku po prawej :)

środa, 21 listopada 2012

Dr. Oetker - Kiśle Bajkowa Chwila

Przeszłam się ostatnio do Intermarche. Oczywiście kupiłam coś dobrego.

Jagoda:
 Jaki piękny kolor *_*

Guma do żucia:
wow, Marchew, od kiedy robisz ostre zdjęcia?

Cola:

Całkiem smaczne. Są raczej delikatne w smaku (chociaż staje się on nieco bardziej intensywny, gdy kisiel przestygnie) i ledwo pachną, jednak da się rozpoznać poszczególne smaki. Wiadomo jednak, że największym bajerem jest tu farbowanie języka :D Fiolet i niebieski w kubku są prześliczne.
Najbardziej smakowała mi guma do żucia, drugie miejsce przyznaję coli, a zaszczytne trzecie jagodzie, która co prawda była w porządku, jednak nie zdziwiła mnie :)
W sklepie dostępne były również smaki takie jak żelki i truskawka.
cena: 1,29zł
dostępność: m.in intermarche (chociaż wcześniej ich nie widziałam)




WŁAŚNIE ZOBACZYŁAM REKLAMĘ KEVINA NA POLSACIE <3 Christmas is coming.
A propos świąt, przypominam o naszym świątecznym konkursie. Póki co, wpłynęło mało zgłoszeń, a szkoda, bo można wygrać fajne nagrody przy minimalnym wysiłku ;) Zapraszamy!




sobota, 17 listopada 2012

Feel the bubbles! - mus Nestle Aero

Odkąd się wyprowadziłam moja mama uznała chyba za punkt honoru udowodnić mi, iż mylę się ze stwierdzeniem "w tym domu nie ma nic do jedzenia", dlatego też zawsze przewidująco zapełnia lodówkę, gdy dowiaduję się, że mam się pojawic w domu. Nie powiem żebym narzekała. 
Dziś po przyjeździe do domu pierwsze kroki skierowałam do lodówki i ogarnęła mnie euforia. Oto co znalazłam:

Co mnie bardzo zaskoczyło - mus pochodzi z Biedronki i kosztuję 3.99 za cztery opakowania (58g jeden). 

Generalnie mimo całej miłości jaką darzę czekoladę Aero (był czas, że pochłaniałam ją codziennie, obecnie mam tak z batonikami Dove love love) to jednak nie przepadam za deserami w formie musu, bo wydają mi się pozbawione smaku. Ten jednak całkowicie i niezaprzeczalnie podbił moje czocherowe serducho. 


Mus ma bardzo fajną, lekką konsystencję, która odrobinę zmienia się po wyjęciu z lodówki i odstaniu swojego - pod wpływem ciepła. Smak jest bardzo wyrazisty, czekolada całkiem nieźle współgra z karmelem dając razem smak, który mnie osobiście trochę zalatuje... kokosem. A raczej takim musem kokosowym bodajże ze Smakiji. 
W najbliższym czasie lecę do biedronki kupić drugi smak i dokupić tego, coby mi nie zabrakło. Polecam. Bardzo. 


czwartek, 15 listopada 2012

Konkurs! Wygraj m.in kosmetyki z limitowanek essence!

Uwaga uwaga! Ogłaszamy konkurs! Wygraj świąteczno-mózgową paczkę, w której skład wchodzą (zdjęcia robione w ciemnej norze):

 Rozświetlacz z ostatniej limitki Breaking Dawn essence
 Bronzer z limitki A New League essence (obok mój)
 Róż ze wspomnianej wyżej BD
 Pyszne śląskie szkloki rabarbarowe
 Szampon Isana z olejkiem z Babassu
Douglasowe mleczko do ciała (liliowe)

Co trzeba zrobić, żeby zgarnąć te dobroci?
1. Zostań publicznym obserwatorem bloga 
2. Napisz krótki poradnik (kilka punktów! absolutnie nie zachęcamy do pisania kilkustronicowych elaboratów :D) na temat tego, w jaki sposób zaoszczędzić pieniądze. Zbliżają się święta, więc to świetna okazja, by potrenować oszczędzanie. Mile widziana kreatywność i duża dawka humoru!
Swoją pracę prześlij na adres zgubilammozg@gmail.com, w temacie wpisując "Konkurs". Oprócz tego podaj nick, pod którym obserwujesz bloga :)
Macie czas do 30.12.2012 (zmiana daty!), do godziny 19:00. Wtedy też zasiądziemy do wirtualnych obrad i wybierzemy zwycięzcę.

Regulamin:
1. Nie wysyłamy za granicę.
2. Nagrody ufundowała załoga bloga (tzn. Marchew z małym udziałem Dobi). Są one nieużywane.
3. Konkurs nie podlega ustawom o grach liczbowych i innych dupsach.
4. Zwycięzcę wybierze niezależna i nieprzekupna komisja, tożsama z ekipą bloga.
5. Na wygraną nie ma wpływu ilość i częstotliwość komentowania bloga, ani tożsamość uczestnika.
6. Zwycięska praca oraz nick autorki zostaną opublikowane na blogu w dniu ogłoszenia wyników, ponadto skontaktujemy się z tą osobą drogą mailową.
7. Zastrzegamy sobie prawo do odwołania lub przedłużenia konkursu w przypadku niskiej frekwencji.

Myślę, że jest o co walczyć :D